Menu

25 stycznia 2013

Rozdział 11 by Patuśka

Siema ziomki! Bez zbędnego zanudzania dodaję obiecany rozdział ;)

ROZDZIAŁ 11

Dzisiaj stało się coś niesamowitego, ale zacznijmy od początku. Obudziłem się w świetnym humorze. Czułem, że ten dzień będzie wyjątkowy. Pocałowałem Ninę, która jeszcze spała i przebrałem się. Zbiegłem do kuchni w podskokach. Amber już tam była.
-Co ty dzisiaj taki wesoły? - spytała popijając kawę
-Sam nie wiem. Po prostu mam wspaniały humor.
-To dobrze. Mam do ciebie pewną sprawę. Dzisiaj idę do Alfie'go i wrócę dopiero jutro. Zaopiekowałbyś się domem?
-Jasne! Ciągle to robię.
-To super! Ja już uciekam. Pa!
-Pa...
Amber złapała swoją ulubioną, różową torebkę i wybiegła z domu. Ja zabrałem się za robienie naleśników. Wyszły mi idealnie. ;) Nałożyłem kilka naleśników na talerz i udekorowałem je bitą śmietaną i wisienką. Przepysznie to wyglądało. Zrobiłem jeszcze gorącą czekoladę. To wszystko postawiłem na stole w jadalni. Po chwili Nina zeszła na dół. Uśmiechnęła się do mnie, a ją zrobiłem to samo.
-To dla mnie? - powiedziała wskazując na posiłek na stole
-Tak. Wszystko dla mojej księżniczki.
-Oooo... To słodkie... Ale tego jedzenia jest za dużo. Jak tyle zjem to chyba pęknę.
-Dużo? Ja zjadłem dwie takie porcje.
-Wow! Dziwię się, że jeszcze nie wyglądasz jak beczka.
-Dość tych pogaduch. Zabieraj się za jedzenie.
-No dobrze...
Nina usiadła przy stole i powoli konsumowała naleśniki. Ja siedziałem obok niej i podjadałem popcorn. Po kilku minutach na talerzu mojej ukochanej została tylko jedna wisienka.
-Fabian ja już nie mogę... Poza tym zaraz idę na zakupy.
-Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie zjesz tej wisienki.
-Ale...
-Bez dyskusji panno Martin!
-Panie Rutter... - powiedziała z chciwym uśmieszkiem - Zdaje pan sobie sprawę, że dzisiaj leci mecz piłki nożnej i Anglia gra z Niemcami. Jeśli będę musiała zjeść tą wisienkę to przyzekam, że schowam pilot i nic nie obejrzysz.
-Ooo... Szantaż... Bardzo sprytne posunięcie...
-A więc?
-Nie chcesz, nie jedz, ale pilot ma leżeć na wierzchu.
Nina tylko się zaśmiała i poszła się przebrać. W tym samym czasie zadzwonił do mnie Jerome.
-Hej stary! To ja Jerome.
-Cześć! O co chodzi?
-Mam do ciebie sprawę, ale to nie jest sprawunek na telefon. Mógłbym do ciebie wpaść za jakieś pięć minut?
-Jasne! To czekam! Pa!
-Pa!
Odłożyłem komórkę i usiadłem na kanapie. Włączyłem telewizor i przeglądałem kanały. Nagle ekran zrobił się całkowicie czarny. Naciskałem wszystkie przyciski, ale nic nie działało. Już myślałem, że coś zepsułem, gdy pojawił się napis. Na początku cieszyłem się, że chociaż on, ale potem zmieniłem zdanie. "Jeszcze cię dorwę. Wolf ". Co to ma niby znaczyć? Jaki Wolf, a raczej Wilk? Po kilku sekundach telewizor sam się wyłączył. Kiedy znowu go włączyłem działał już bez zarzutów. To było... straszne. Postanowiłem, że nic nikomu nie powiem. Chwilę później do salonu weszła Nina.
-Fabian ja już idę. Postaraj się nie puścić z dymem domu.
-J-jasne kochanie...
-Czy coś się stało?
-Nie... Nie...
-Okeeej... To pa!
-Pa!
Nina pożegnała mnie buziakiem w policzek i wyszła. Dosłownie pięć minut później rozległ się dzwonek do drzwi. Kiedy je otworzyłem zobaczyłem Jeroma. Przywitaliśmy się i usiedliśmy w salonie.
-Więc, co to za sprawa Jerome?
-Dobrze wiesz, że jestem weterynarzem i pracuję w szpitalu dla zwierząt. W tej klinice znajduje się też małe schronisko. Wczoraj trafiły do nas dwie suczki rasy Syberian Husky. Ich właściciel zachorował i nie mógł się nimi opiekować. Sunie są zaszczepione i mają rodowody. Tak sobie pomyślałem, że może mógłbyś wziąć jedną...
-Z chęcią, ale nie wiem co na to Amber. To tej jej dom... No dobrze! Przygranę ją!
Jerome dał mi jakieś papiery do pisania, a sam poszedł do samochodu po psa. Wypełniłem dokumenty w mgnieniu oka. Chwilę potem do domu wszedł Jerome prowadząc suczkę za obrożę. Pies miał biały brzuch i łapy, a sierść na grzbiecie była szara. Na głowie miał biało - czarną maskę. Najbardziej spodobały mi się jej lodowo - niebieskie oczy.
-Ona jest cudna! - wykrzyknąłem - Tylko... Co z miskami, smyczą i takimi innymi?
-Jeśli chcesz możemy pojechać do sklepu zoologicznego.
-Teraz nie mogę. Muszę pilnować chaty. Byłbyś tak dobry i pojechał za mnie?
-Jasne, tylko jutro. Dzisiaj muszę wracać do pracy. Pa! - krzyknął Jerome i wyszedł
Sunia podeszła do mnie i obwąchała mnie, a następnie usiadła i popatrzyła mi w oczy. Pogłaskałem ją po głowie. Wyraźnie jej się to spodobało, bo zaczęła szturchać mnie w dłoń. Wstałem i poszedłem do kuchni, a psina podążyła za mną. Wyciągnąłem jakąś miskę z szafki, nalałem do niej wody i postanowiłem na podłodze. Suczka tylko na nią popatrzyłam i znowu skierowała wzrok na mnie.
-Napij się. - powiedziałem
Dopiero wtedy podeszła do miski i łapczywie połykała wodę. Właśnie wtedy coś sobie przypomniałem. Wziąłem telefon i zadzwoniłem do Niny.
-Halo?
-Hej kochanie. To ja, Fabian. Jesteś jeszcze w sklepie?
-Tak, a co?
-Kup trzy kilogramy suchej karmy dla psów i psie przysmaki.
-Fabian, co ty kombinujesz?
-Niiiiiiic...
-No dobrze. Powiedzmy, że ci wierzę. Pa!
-Pa!
Zawołałem suczkę, która skończyła już pić i przytuliłem się do niej. Ona polizała mnie po twarzy. Uśmiechnąłem się zacząłem głaskać ją po tułowiu. Ona położyła się na plecach i przyglądała się mi z "uśmiechem".
CDN...
Kocham, Fabian x

Uff... Ale się napisałam.
UWAGA!
Rozdziały będą się pojawiać w środy i piątki (czasami w weekend). 6 lutego nie dodam rozdziału, ponieważ jadę do szpitala.

A oto pies Fabiana:

6 komentarzy:

Dziękuję za komentarze : *
Może zaobserwujesz ?? :)