Menu

29 czerwca 2014

Rozdział 5 sezon 2/ By Wild and Beauty


-Więc co zamierzasz robić w Stanach?-rzekł brunet siedząc naprzeciwko Niny. Ciemna blondynka wzruszyła ramionami.
-Poradzę sobie-odpowiedziała spoglądając na krótko w jego oczy po czym ponownie spuściła wzrok. Chłopak wstał i podszedł do okna. Zamknął oczy, a jego policzek zaczął robić się mokry. Kucnął chowając twarz w dłoniach. Płakał. Ukochana podeszła do niego obejmując go ręką.
-Nie chcę Cię stracić...-wtulił się w jej miodowe włosy.-Kocham Cię...-płakał coraz mocniej. Nina wiedziała, że jej odejście go zaboli. Musiała to zrobić. Nie chciała nikogo martwić swoim stanem zdrowia tym bardziej Fabiana. Tylko jej przyjaciółka wiedziała dlaczego wyjeżdża. Obiecała trzymać to w najemnicy.
-Wrócę, przysięgam. To tylko na jakiś czas. Zobaczysz. Wszystko się poukłada-ujęła jego twarz delikatnie muskając usta chłopaka.
-Przysięgam-szepnęła, a z jej oczu popłynęła łza.

***

Pół roku później

Zadowolony brunet przeglądał się w lustrze czy aby na pewno dobrze wygląda. Od czasu wyjazdu Amerykanki mnóstwo rzeczy się zmieniło. Mnóstwo. Jednak chłopak starał się o tym nie myśleć. Za chwilę miał porozmawiać ze swą byłą narzeczoną. Przeczesał ręką włosy i skierował się ku laptopowi. Usiadł wygodnie oczekując, aż będzie dostępna. Jest. Przeszło mu przez myśl gdy tylko ujrzał przy jej małym zdjęciu zieloną kropeczkę. Kliknął na słuchawkę oczekując.
-Fabian? Słyszysz mnie?
-Tak, słyszę Cię doskonale-odrzekł szeroko się uśmiechając-Świetnie móc z Tobą znów porozmawiać.
-Tęskniłam.
-Umm...co tam w ogóle słychać? Jak samopoczucie?
-W porządku, w porządku-lekko zaśmiała się.
-Więc...umm...kiedy wracasz?-chciał zadać to pytanie za każdym razem kiedy rozmawiali. Dziewczyna spuściła wzrok.
-Nie wiem.
-Och...rozumiem-próbował sztucznie się uśmiechnąć jednak mu to nie wyszło.
-Nina wiesz ,o której jutro masz wizytę?-ze strony Amerykanki odezwał się jakiś obcy, męski głos. Brunet zamarł.
-9:30-odrzekła, a tuz po tym chłopak usłyszał zamykane drzwi. Znalazła sobie kogoś. Pomyślał i poczuł, iż jego serce pękło. Znowu. Tym razem na więcej kawałków. Jak mogłaby nie mieć kogoś? Jak mogłem być taki naiwny? Już zapomniała o nas. O mnie. Jego brązowe oczy zaczęły wypełniać łzy. 
-Fabian?
Zapytała z troską. Chłopak wpatrywał się tępo przed siebie zapominając, iż nie jest sam. W pewnym sensie. Otrząsnął się.
-Przepraszam Cię, ale muszę już kończyć. Mam coś jeszcze do zrobienia. Pogadamy kiedy indziej. Cześć-pospiesznie rozłączył się zamykając komputer. Pobiegł do łazienki wiedząc, że zaraz wybuchnie płaczem. Tak jak co wieczór.

***

9 miesięcy później

Zima. Tą porę Fabian uwielbiał najbardziej. Wszystko wyglądało wtedy jak z bajki. Dziś wypadała Wigilia. Chłopak został zaproszony do swoich przyjaciół gdzie wszyscy razem się spotkają. Oprócz Niny. Ta myśl doprowadzała go do szaleństwa. Poczuł wibrację w przedniej kieszeni spodni. Wyciągnął komórkę po czym po odblokowaniu wcisnął małą kopertę. Mógł się tego domyślić.

Nowa wiadomość od: Amber Milington
Gdzie Ty się podziewasz? Już wszyscy są.

Westchnął wystukując kolejno litery.

Nowa wiadomość do: Amber Milington
Spokojnie, już dochodzę do Ciebie.

Włożył z powrotem telefon skąd go wyjął. Po chwili był już pod domem przyjaciółki. Przycisnął dzwonek czekając, aż blond piękność stanie tuż przed nim jak zawsze mając na sobie perfekcyjny makijaż oraz idealnie wyprasowane ubranie. Już idę! Krzyknął ktoś z zewnątrz budynku. Moment po tym u progu ukazała się sylwetka Amber.
-Fabian!-pisnęła uradowana rzucając mu się na szyję.-W końcu się zjawiłeś! Już myślałam, że wpadłeś pod jakiś pług albo do zaspy!
Zaśmiała się odsuwając się. Oboje weszli do środka. Blond włosa   potuptała swoimi wysokimi obcasami do salonu. Bez pośpiechu brunet ściągnął szalik oraz płaszcz po czym zawiesił je na stojaku. Potrząsnął głową by resztki płatków śniegu spadły. Wytarł buty, przeczesał jeszcze palcami włosy i ruszył do innych. Kolacja przebiegła w porządku. Niewiele się odzywał, przytakiwał kiedy trzeba było, zakładał na moment fałszywy uśmiech. I tak do momentu, aż zaczęli rozdawać prezenty.
-Teraz ja!-oznajmiła uradowana Amber.
-Mam nadzieję, iż to nie jest nic kosztownego. Alfie?-spojrzał na swojego kolegę. On uniósł ręce do góry pokazując, iż nie ma pojęcia co jego narzeczona przygotowała. Zrezygnowany Brytyjczyk powędrował wzrokiem za znikającą sylwetką Amber za ścianą. 
-Spodoba Ci się! Co ja mówię? Pokochasz ją!-krzyknęła wychodząc zza ściany. na jej twarzy gościł szeroki uśmiech. stanęła na boku. W pokoju zapanowała cisza. Nagle wszyscy usłyszeli kroki, które stawały się coraz głośniejsze.
-Wszystkiego Najlepszego Fabian.
Zza ściany wyszła Nina. Ta sama, którą nie widział przez 15 miesięcy. W tym momencie poczuła jak jego wszystkie dotychczasowe rany zagoiły się, a w sercu nastąpiła radość.
_________________________________________________
Przepraszam. Chociaż to i tak niczego nie zmieni, ale i tak przepraszam. Postaram się zrehabilitować. Jestem również skłonna, a nawet zmuszona przeprosić za moją interpunkcję oraz ortografię! Ech...szkoda gadać...Mam jeszcze jedno pytanie.

Nadal mnie tu chcecie?

Wild and Beauty
 

26 czerwca 2014

I żyli (nie do końca) długo i szczęśliwie - Wszystko w porządku [7.2]



* 20 września *** sobota *** 04:56PM *

- Daj. Pomogę Ci – zaproponował Matt chwytając walizkę Patrici.
Byli już w mieszkaniu. W jego mieszkaniu. Rudowłosa z jednej strony była tym przerażona, a z drugiej czuła się niesamowicie szczęśliwa. Bała się zamieszkać z chłopakiem, bo pamiętała, jak skończył się jej ostatni związek. Ale kochała Matta i bardzo chciała być przy nim. Sprawiał, że czuła się bezpieczna. No i wciąż rozpamiętywała to, co usłyszała w szpitalu. Starała się zdecydować, jak powinna zareagować na te słowa. Jeszcze o tym nie rozmawiali, ale ona bardzo nie chciała zranić chłopaka mówiąc coś głupiego.
- Sama dam sobie radę – odpowiedziała z uśmiechem i mocniej ścisnęła rączkę bagażu.
- Nie chcę, żebyś się przemęczała. Lekarz sam powiedział...
- Czuję się już dobrze – przerwała brunetowi już trochę bardziej zirytowanym tonem. Męczyło ją, że wszyscy obchodzą się z nią jak z jajkiem. Nie lubiła tego. Nigdy. - Więc daj mi zanieść tą cholerną walizkę do pokoju.
Nie chciała tego mówić. Nie chciała być tak wredna. Była Mattowi ogromnie wdzięczna za jego pomoc. Za troskliwość. Za to, że przy niej był. Ale była zbyt zmęczona, by zastanawiać się nad tym, co mówi. Miesiąc spędzony w szpitalu na najróżniejszych badaniach był bardziej męczący, niż rok spędzony na nauce. A przynajmniej tak jej się wydawało w tamtej chwili.
Z wdzięcznością przekonała się, że brunet bez słowa ustąpił jej drogi. Była zła na siebie, ale ruszyła dalej, ciągnąc za sobą walizkę pełną ubrań.
Przystanęła w salonie. Nie wiedziała co robić. Od teraz miała tu mieszkać. Kochała to mieszkanie całą sobą, bo było tak przesiąknięte nim. Każdy mebel, każde zdjęcie na ścianie, każda plama na dywanie krzyczała imię Oliviera.
Po chwili na biodrach poczuła ciepłe dłonie Matta. Objął ją, a swoją brodę ułożył na czubku jej głowy, jak to miał w zwyczaju. Dopiero teraz Patricia uświadomiła sobie, jak bardzo brakowało jej tego w szpitalu. Brakowało jej dotyku chłopaka. Jego zapachu.
- Tęskniłam za tobą – usłyszała swój cichy głos. Nie była pewna, czy chłopak to usłyszał, bo przez chwilę stał nieruchomo w kompletnej ciszy.
Po kilku minutach, które zdawały się być wiecznością, Matt złożył delikatny pocałunek na ramieniu dziewczyny.
- Przecież nigdzie się nie ruszyłem. To ty prawie uciekłaś.
Nie wiedziała co ma odpowiedzieć. W jego głosie było tyle bólu... Coś w jej umyśle podpowiadało jej, że chłopak ma rację. I tym razem, to ona powinna zaopiekować się nim. Pomóc mu się pozbierać. W końcu przez te wszystkie dni nie opuszczał jej nawet na chwilę. Zawsze mogła na niego liczyć. Na jego czułość. 
Odwróciła się do niego i spojrzała w jego czekoladowe oczy. Wydawały się być bez życia. Zmęczone ciągłym smutkiem. Musiała coś z tym zrobić.
Chwyciła rękę chłopaka i pociągnęła go w stronę jego sypialni. Brunet nie protestował, ale też nie wykazywał najmniejszego zainteresowania tym, co się wokół niego dzieje.
Łóżko Matta było jak zwykle niezaścielane. Jakby jeszcze przed chwilą wybiegł z niego śpiesząc się na jakiś wykład. „Mamy szczęście, że wciąż są wakacje” pomyślała Patricia i przypomniała sobie, jak razem z Mattem leżeli w łóżku hotelowym, w środku nocy, wtuleni w siebie... Jak bezpiecznie się wtedy czuła...
Usiadła na zmiętej pościeli wciąż trzymając bruneta za ręce. Chłopak jakby nagle zrozumiał gdzie się znajduje, spróbował uśmiechnąć się do Patrici, ale wyszedł z tego tylko jakiś niezrozumiały grymas.
Brunetka przyciągnęła chłopaka bliżej, zmuszając go, by trochę się schylił. Niewiele myśląc, chłopak złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Ale nie był on taki sam, jak za pierwszym razem, kiedy Patricia była świeżo po zerwaniu, a on nie był pewny, czy słusznie postępuje. Ten pocałunek nie był tak spontaniczny. Był bardziej niepewny. Jakby Matt nie był pewien, czy tego chce.
Patricia jednak tak łatwo się nie poddawała. Uwolniła ręce bruneta z uścisku i położyła je na łóżku po obu stronach swoich bioder. Tak, że chłopak musiał stać nad nią pochylony. Ujęła jego twarz w ręce i powoli składała na jego ustać coraz bardziej zapalczywe pocałunki. Dopiero po dłuższej chwili Matt zamknął oczy i odwzajemnił jeden pocałunek. A potem kolejny i kolejny. Patricia uśmiechnęła się do siebie widząc, że w końcu udało jej się uzyskać zamierzony efekt. Powoli położyła się na łóżku pozwalając, by Matt obdarowywał ją kolejnymi pocałunkami.
Po chwili Patricia lekko odepchnęła od siebie chłopaka, a ten obrócił się padając na łóżko. Brunetka ułożyła się przy nim na brzuchu i złożyła delikatny pocałunek na jego wargach. Jego skóra była taka ciepła... Przyciągał ją do siebie po prostu będąc sobą. Czy w ogóle zdawał sobie z tego sprawę?
- Matt... - wyszeptała przeczesując palcami jego włosy. Brunet spojrzał na nią nic nie rozumiejącym spojrzeniem i lekko zmarszczył brwi. - Powinieneś trochę odpocząć.
Już chciał coś powiedzieć, ale Patricia znów go pocałowała.
- Chcę, żebyś się ze mną położył. A kiedy się obudzę, żebyś wciąż tu był. 
- Zostanę z tobą – odpowiedział zaspanym głosem.
- Choć raz pozwól, żebym to ja zaopiekowała się tobą – poprosiła Patricia, ale nie potrzebowała pozwolenia. Przesunęła się na łóżku i położyła głowę na jednej z poduszek. Po chwili Matt zrobił to samo, a ona mgła wtulić się w jego klatkę piersiową. Głęboko wierzyła, że jemu to też pomaga. Że on też chce być jak najbliżej niej. Że potrzebuje jej tak, jak ona jego. Chciała, żeby tak było.

* 21 września *** niedziela *** 11:30AM *

Patricię obudził budzik stojący na szafce nocnej obok łóżka. Wyłączyła go jednym ruchem ręki i z powrotem zagrzebała się w ciepłej kołdrze. Przez okno wpadało słońce rzucając jasną plamę na większą część łóżka. Brunetka czuła, że pościel ogrzewa się coraz bardziej z każdą minutą, jednak wciąż czuła przejmujący chłód. Co było nie tak?
Podniosła się na łokciach i rozejrzała po pokoju. Na intensywnie niebieskie ściany z poprzyklejanymi gdzieniegdzie zdjęciami, na drewnianą szafę z której wysypywała się góra ubrań, na lustro wiszące na ścianie przeciwległej do łóżka. To wszystko tak bardzo przypominało Matta. Ten pokój uosabiał jego charakter. Może dlatego, tak bardzo lubiła ten pokój?
Spojrzała na puste miejsce obok siebie. Zanim zasnęli, Matt obiecał, że będzie przy Patrici, kiedy ta się obudzi. Obudziła się, a jego nie było.
Poczuła się oszukana i pusta. Zdziwiła się, jak bardzo czuje się teraz samotnie.
- Matt? - zawołała, ale w odpowiedzi nie usłyszała żadnego dźwięku.
Była sama. Znowu. Zupełnie jak wtedy, gdy była z Eddiem. Poczuła, że zaczyna brakować jej tchu. Zostawił ją, tak samo jak Eddie. Wtedy też budziła się sama w pustym mieszkaniu, podczas gdy on był już z kumplami. Wtedy była zła, ale teraz czuła tylko narastającą panikę. Nie chciała, by to się powtórzyło. Nie zniosłaby tego.
- Matt!
Czuła, jak w jej oczach wzbierają łzy. Nie chciała płakać. Tyle razy płakała przez Eddiego. Nie chciała powtarzać tego wszystkiego z Mattem.
Jednym ruchem ściągnęła z siebie, nagle bardzo ciążącą jej, pościel i ruszyła w stronę drzwi. Były zamknięte, choć doskonale pamiętała, że gdy się kładli, były otwarte na oścież. Wyszła na korytarz wpadając na wchodzącego do domu bruneta. Momentalnie schowała twarz w jego koszulce. Myślała, że mija wieczność gdy czekała, aż ją obejmie. Jednak w końcu jego ręce zamknęły się w ciasnym uścisku. 
Stali przez chwilę w milczeniu. Ciszę przerywało tylko ciche łkanie Patrici. Nie chciała płakać. Tak bardzo nie chciała już więcej płakać. A jednak łzy same płynęły.
W końcu Matt odważył się odezwać:
- Co się stało? - spytał całując czubek głowy brunetki.
- Obiecałeś – usłyszał w odpowiedzi. Głos był częściowo stłumiony przez jego koszulkę, ale nie miał najmniejszego zamiaru puścić teraz dziewczyny. Patricia jednak sama odepchnęła od siebie chłopaka i wciąż płacząc zrobiła krok do tyłu. - Obiecałeś, że będziesz przy mnie, kiedy się obudzę. Obiecałeś, że ze mną zostaniesz...
- Poszedłem po coś na śniadanie...
- Skąd mogłam to wiedzieć? Kiedy byłam z Eddiem zawsze budziłam się sama. Sama szłam do sklepu. Sama jadłam śniadanie. Sama szłam do szkoły. I zazwyczaj sama kładłam się spać. Nie chcę się znowu tak czuć.
Spojrzała znów na chłopaka. W jego brązowych oczach pojawiły się iskierki gniewu. Nim zdążyła zrozumieć, o co chodzi, Matt znów się odezwał.
- Czy możesz choć raz mnie z nim nie porównywać?! - krzyknął, a Patricię aż zatkało z zaskoczenia. Czy naprawdę to robiła? Porównywała ich? Przecież to nie miało najmniejszego sensu... - Wiem, że Cię skrzywdził. Wiem, że nie było Ci łatwo. Ja to wszystko wiem! Ale zrozum, że ja taki nie jestem. Nie potrafiłbym Ci czegoś takiego zrobić.
- Wiem, że nie jesteś taki jak on... - wyszeptała Patricia spuszczając wzrok.
Matt zbliżył się do niej tak, że dzieliła ich tylko odległość ręki.
- Za bardzo Cię potrzebuję, by Cię odtrącić...
Brunetka nawet nie zdawała sobie sprawy, że to właśnie były słowa, które chciała usłyszeć. Nie 'kocham Cię', nie 'nigdy Cię nie opuszczę'. Musiała wiedzieć, że on jej potrzebuje. Choć tak naprawdę wiedziała o tym już wcześniej. No bo po co siedziałby całymi dniami przy jej łóżku?
Nie wiedziała, co powinna mu odpowiedzieć, więc po prostu pokiwała głową. Widząc jednak, że brunet wciąż się w nią wpatruje, otarła z policzków resztki łez i uśmiechnęła się.
Dopiero teraz zauważyła torbę pełną zakupów stojącą w progu mieszkania.
-Miałeś zamiar sam przygotować to śniadanie?
Matt wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Zobaczysz, że zrobię ci najlepsze śniadanie jakie w życiu jadłaś.
Wrócił się po siatkę i ruszył z powrotem w stronę kuchni. Zatrzymał się jednak przy Patrici. Stał przez chwile w milczeniu wpatrując się w jej nadgarstki i dziewczyna zrozumiała, że sprawdza, czy wciąż ma swoją bransoletkę. Czyli jednak drażnił go ten prezent...
Nie wiedząc co powinna zrobić, brunetka zarzuciła Mattowi ręce za szyję i uśmiechnęła się widząc zdziwienie w brązowych oczach chłopaka.
-Może pomogę ci przy tym śniadaniu? Słyszałam że wspólne gotowanie może być bardzo... - nie musiała kończyć widząc uśmiech na twarzy Oliviera. Delikatnie musnęła wargami jego usta i pomaszerowała do kuchni.


_____________________________________________

Poczułam silną potrzebę napisania kolejnego rozdziału i tak oto powstało to coś...
Coś bez żadnego sensu... Na pozór nic nie wnoszące do opowiadania...

Ale! Ale!
W najbliższej przyszłości przewiduję własną śmierć i to w waszej ręki.
Dlaczego?

Tego dowiecie się... Jak znów zechce mi się coś napisać :)

A na razie... Piszcie co sądzicie o tej części? 
Ja wam powiem, że z każdym rozdziałem, coraz bardziej zakochuję się w Mattcie ^^

Do napisania!  。◕‿◕。


« Poprzedni Odcinek
Następny Odcinek »
















* ▲ вℓα¢к αиgєℓ ▲ * 26 czerwca 2014 * 13:53 * 

18 czerwca 2014

Come back for blogging and new beginning!/ By Nathalia Pisarka

Cześć wam kochani! Witam po tak długiej przewie... chyba 6- miesięcznej. Co tam u was słychać? U mnie niezbyt kolorowo. Pamiętam, że obiecywałam wam, że powrócę od razu jak tylko skończą się egzaminy gimnazjalne , ale los inaczej chciał. Oczywiście moi kochani nauczyciele od razu musieli nam rzucić stosy sprawdzianów, kartkówek, mimo że materiał już był skończony. Potem zachorował mój dziadziuś. Musiałam się z nim niestety pożegnać, bo potem zmarł :( Do tej pory nie mogę dojść do siebie.


Ale mam dla was świetną wiadomość. POWRACAM NA BLOGA! Tak szczerze, to bardzo przydał mi się ten długi urlop, bo odpoczęłam i nabrałam sił. Oczywiście nową historię mam zamiar zacząć pisać, jeśli tylko zechcecie ;) Niestety w tym tygodniu nie dam rady dodać pierwszego rozdziału, gdyż w piątek mam Bierzmowanie, a w Sobotę wesele mojego brata ciotecznego. Przewiduję, że pierwszą część dodam w następnym tygodniu, przed zakończeniem roku szkolnego ^.~


A tak poza tym. Jak wam wypadły egzaminy gimnazjalne? Bo mi świetnie. Przynajmniej dostanę się do wymarzonej szkoły ;) Dobra dosyć mojego paplania. Oczekuję na wasze komentarze, czy zechcecie nowej historii czy nie ;*

Do następnego razu kochani ;*
Nathalia Pisarka
Środa, 18 czerwca 2014 roku. 

15 czerwca 2014

I żyli (nie do końca) długo i szczęśliwie - Wszystko w porządku [7.1]



* 30 sierpnia *** sobota *** 02:24pm *

Minął tydzień. Patricia wciąż leżała nieprzytomna, a Matt siedział obok i w ciszy czekał na jej choćby najmniejszą reakcję.
Wciąż nie mógł w to uwierzyć. Obwiniał się za ten wypadek. Ale czy to na pewno był wypadek? Nie miał przecież pewności, co tak na prawdę się stało. Mimo wszystko, powinien jej przecież pilnować. Powinien na nią uważać. To on wyciągnął ją na te wakacje. Więc to była jego wina.
Teraz, nie mógł jej opuścić. Po prostu nie mógł. Nie miał siły, żeby to zrobić. Wiedział, że gdyby tylko spróbował wstać z niewygodnego fotela przy łóżku brunetki, jego nogi ugięły by się pod nim odmawiając współpracy. Ale w sumie mu to nie przeszkadzało. Chciał być przy niej. Chciał nad nią czuwać. 
Drzwi do sali otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Do środka wszedł Eddie, jak zawsze z nienaganną fryzurą, ubrany w zwykły czarny t-shirt i sprane dżinsy. Nie wyglądał źle, ale wszystko w jego zachowaniu wskazywało, że martwi się o Patricię równie mocno jak Matt.
Brunet nawet nie zerknął w stronę swojego przyjaciela. Nie miał na to najmniejszej ochoty. Nie był nawet pewien, czy wciąż może uważać Eddiego za swojego przyjaciela. Jak dotąd blondyn robił wszystko, żeby zepsuć jego związek z Williamson. A tak przecież nie zachowuje się przyjaciel. Prawda?
I nagle wróciło do niego wszystko, co wydarzyło się przez ostatnich kilka miesięcy. Zdrady Eddiego. Zerwanie. Bójka. Bransoletka. Sylwester. Eddie tyle razy próbował odzyskać Patricię. Nie zważając na swojego przyjaciela i na to, jak krzywdzi samą dziewczynę. I po co?
- Co tu znowu robisz? - odezwał się Matt zaskakując tym samego siebie. Jego głos był inny. Bardziej zachrypnięty od ciągłego siedzenia w ciszy. Bardziej zmęczony od ciągłego czuwania. Bardziej smutny, od ciągłego patrzenia na Patricię. Nie mógł tego opanować. Wiedział, że jeżeli dziewczyna się nie obudzi, to będzie koniec. Nie zniesie tego. Nie będzie wiedział, co ze sobą zrobić. 
Wpatrywał się w twarz brunetki. Taka spokojna. Wciąż blada, choć zarumieniona od słońca. Taka spokojna... Jakby spała. Jakby tylko spała. I zaraz miała się obudzić z bardzo długiego snu. Spojrzeć na niego. Uśmiechnąć się. Wyszeptać ciche „Dzień dobry” i przeciągnąć w blasku wpadającego przez okna słońca.
Ale ona nie spała. Nie miała się za chwilę obudzić. Nie miała się uśmiechnąć.
-Powinieneś iść do domu stary. Zjeść coś. Wyspać się. - odezwał się Eddie podchodząc do dawnego przyjaciela. Na jego twarzy nie było żadnych uczuć. Nic. Jakby był wyrzeźbiony z kamienia.
-Nie chcę.
Blondyn westchnął głośno i zbliżył się o kolejny krok. Przeczesał dłonią włosy i przez chwilę wpatrywał się w coś za oknem. Po chwili jednak jakby otrząsnął się z jakiegoś transu. Spojrzał na bruneta, a w jego oczach pojawiły się iskierki. Chwycił Matta za koszulkę i poderwał z fotela zmuszając go, aby stanął przed nim.
-Nie pomożesz jej, wysiadując tu całymi dniami – warknął – Wiem, że to boli, Matt. Ale Patricia jest silna. Nawet, jeżeli teraz tego nie widać, to... poradzi sobie. Nie wiem jak, ale zawsze dawała sobie ze wszystkim radę. I teraz też tak będzie.
Brunet nie wiedział, czy sprawiły to słowa przyjaciela, to, jak mówił o dziewczynie, czy sam fakt, że przyszedł do szpitala, ale nagle nagle ogarnął go ogromny gniew. 
A może to tylko jego uczucia, które przez ostatnich kilka dni wzbierały w nim, teraz postanowiły się uwolnić?
Matt wyszarpnął się z uścisku silnych rąk Eddiego, ale nie odsunął się ani o krok. Wpatrywał się w oczy byłego swojej dziewczyny i czuł, że nie wytrzyma dłużej jego towarzystwa. Tego, że blondyn jest w każdym elemencie jego życia. Że podświadomie zastanawia się, czy Patricia ich ze sobą porównuje. Czy myśli o Eddiem, kiedy jest z nim. To wszystko już go męczyło. A teraz on przychodził do niej. Próbuje wywabić go swoimi milutkimi słówkami, żeby zostać z dziewczyną sam na sam. Nie. Chłopak nie mógł, nie chciał tego dłużej znosić.
-Nic nie wiesz! Nie znasz jej. Nie znasz mnie. Nie masz prawa mówić, że zawsze ze wszystkim dawała sobie radę, bo nie było Cię, kiedy tego potrzebowała. Kiedy ty zabawiałeś się z kolejnymi głupimi dziewczynami, ona dzwoniła, przychodziła do mnie, żeby o Ciebie wypytywać. Wtedy kłamałem, żeby Cię kryć. Żeby jej nie zranić. Ale to ty ją raniłeś! - Matt miał ochotę powiedzieć swojemu przyjacielowi to wszystko, co o nim naprawdę myślał, ale nie umiał ubrać tego w słowa. Więc po prostu wykrzykiwał to, co mu przyszło do głowy w danej chwili. 
Na chwilę urwał, by zaczerpnąć trochę powietrza, ale zaraz znów podjął swój wywód już trochę spokojniejszym tonem 
– Kiedy do mnie przychodziła... Nie musiała nawet nic mówić. Wiedziałem, że spyta o Ciebie. Zastanawiałem się, dlaczego ona to robi? Ale nic nie mówiłem. A potem ona siadała u mnie na fotelu, podawałem jej herbatę malinową, taką jaką lubi najbardziej, i rozmawiałem z nią. O wszystkim. Sam nie wiem, ile godzin tak razem spędziliśmy. A potem ona wychodziła, wracała do pustego mieszkania i czekała na Ciebie. A ja doskonale wiedziałem, że nie wrócisz przed południem, bo jesteś z... Ashley, Korą, Brittany... I za każdym razem miałem coraz bardziej dosyć... Bo wiesz co? Zakochałem się w niej. I to nie dlatego, że była bezbronna, uparta czy... sam nie wiem. Nie. To się stało o wiele wcześniej. Zakochałem się w niej praktycznie w tym samym momencie, w którym ją poznałem. Kiedy nie znałem jeszcze Ciebie. Kiedy nie wiedziałem, że ma takiego idiotę za chłopaka. To było wtedy, kiedy wylała mi na głowę kubek kawy, bo przez przypadek wpadłem na nią przed salą wykładową. Kilka dni później przyjechałeś ty. Od razu podbiłeś serca połowy studentek. Ale byłeś z tą dziewczyną z kawą, która wtedy nawet mnie nie rozpoznała. Możesz myśleć sobie co zechcesz, ale nie mów mi, że jest silna i że sobie poradzi, bo to ja znam ją najlepiej i to ja wiem, ile jest w stanie znieść.
Eddie nie odezwał się nawet słowem. Nie miał pojęcia co miałby powiedzieć. O tych fragmentach z życia Matta i Patrici nie miał zielonego pojęcia. Zaskoczyło go nawet, że nie miał pojęcia, jaką herbatę lubi brunetka. Gdyby ktoś go o to zapytał, zgadywałby, że miętową. Od kiedy pamięta, dziewczyna zawsze pijała przy nim kawę. Ale też nie miał pojęcia jaką.
Po chwili blondyn spuścił wzrok nie mogąc dłużej patrzeć na swojego przyjaciela. Zawsze wydawało mu się, że wie wszystko o swojej złośliwej Gadule. I nagle okazało się że nie wie nic. Że równie dobrze mogłaby być dla niego obcą osobą. I chyba po części tak się już stało. Bo przecież nic ich nie łączyło. Poza wspólną przeszłością...
Matt wciąż wpatrywał się w Eddiego, ale nie był już zły. Nagle poczuł się niezwykle senny. Przez tych kilka tygodni, kiedy siedział przy łóżku swojej dziewczyny, ani na chwilę nie zmorzył go sen. A teraz ledwo utrzymywał uniesione powieki. 
Przez myśl przeszło mu, że być może powiedział za dużo. To było to wszystko, co trzymał w sobie. Zamknięte. Nikt nie miał się o tym dowiedzieć. A teraz ktoś wie. „Powiedz coś” błagał w myślach Eddiego, ale ten ani drgnął. Nawet nie patrzył na Matta. Wbił wzrok w coś za oknem.
I nagle brunet coś usłyszał. Nie od razu zrozumiał, co to jest. Był to dźwięk tak cichy, że ledwo dotarł do jego świadomości. Szelest. Cichy. Jakby jeden wyschnięty liść pchany wiatrem obijał się o asfalt pustej ulicy. Była to tylko chwila. Ułamek sekundy. Matt nie był do końca pewien, czy naprawdę go usłyszał. Ale chwilę potem do jego uszu dobiegł kolejny dźwięk. Już trochę głośniejszy. Bardziej jak szelest samotnego drzewa podczas silnego wiatru.
Słaby, zachrypnięty głos:
-To byłeś ty?

___________________________________________

No. To ten... Co u was?
Jak życie?

Dawno mnie tu nie było. 
Bardzo męczyłam się z tym KAWAŁKIEM rozdziału. Ale coś tam w końcu powstało.
Szerze wam powiem, że mocno sobie wszystko skomplikowałam tym wypadkiem Patrici... 
No ale cóż.
Show must go on :)

Cóż wam mogę jeszcze powiedzieć? Nie mam pojęcia, kiedy znów coś napiszę. 
Co prawda teraz będą wakacje (jeeeeeeeeeeeeeeeeej) ale to nie gwarantuje napływu weny... czy choćby wolnego czasu :P

A jeżeli lubicie czytać blogi, te nasze wypociny... To zapraszam na bloga, wspólnego, gdzie znajdziecie aktualnie 4 historie. O Peddie, o Jarze, o duchach i o... ludziach (:P) 
[ http://nurl.pl/dIn ]

Do napisania!  。◕‿◕。


« Poprzedni Odcinek
Następny Odcinek »















* ▲ вℓα¢к αиgєℓ ▲ * 15 czerwca 2014 * 19:45 *