Menu

15 sierpnia 2014

Rozdział 5 sezon 2 / by Wild and Beauty


Fabian

Nie pamiętam ile trwaliśmy w uścisku. Nic się dla mnie nie liczyło. Zdążyłem jedynie dostrzec, że inni postanowili dać nam trochę prywatności. Nie chciałem jej puszczać. Jednakże musiałem to zrobić. Poczułem jak lekko zaczyna poruszać się w mych ramionach. Odsunąłem się od niej. Wpatrywała się we mnie swymi cudownymi oczami. Uśmiechnąłem się szeroko. Odpowiedziała mi tym samym. Przybliżyła swoje ciało do mojego, tak, iż prawie się stykały. Ręce ułożyła na policzkach (moich), a kciukiem przetarła okolicę oka.
-Przepraszam, że nie było mnie przy Tobie-wyszeptała stykając nasze czoła. Czułem jej zapach. Była tak niewyobrażalnie blisko mnie, iż wydawało mi się to niemożliwe. Po chwili oprzytomniałem. Wziąłem ręce z jej talii po czym odsunąłem się krok do tyłu.
-Co powie na to twój chłopak?-zapytałem. Ukuło mnie w środku. Twój chłopak. Zabolało mnie to stwierdzenie.
-Ale ja nie mam nikogo.
-Więc kim był ten mężczyzna, którego kiedyś słyszałem jak rozmawialiśmy?
Otworzyła usta by coś powiedzieć jednak szybko je zamknęła. Spuściła głowę, zaczerpnęła powietrza i rzekła:
-To chłopak mojej znajomej-lekarz. Przez jakiś czas chorowałam. Pomógł mi. Nic między nami nie było. Po za tym-uniosła głowę-nie było dnia kiedy bym o Tobie nie myślała. Uwierz mi-musiałam wyjechać. By móc w pełni cieszyć się życiem kiedy tu wrócę. Przy Twoim boku. Wiem, że to dziwaczne, iż nagle zjawiam się i chcę do Ciebie wrócić. Jednak, chciałam by wszystko było jak dawniej. Za bardzo zależy mi na Tobie by sobie Ciebie odpuścić.
Zbliżyła się do mnie powolnymi ruchami. Zaraz potem poczułem jej smak ust na moich.
-Kocham Cię.

***

-Daj, pomogę Ci-odezwałem się zabierając od niej rzeczy. Znów mieszkamy razem. Znów jesteśmy razem. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, Ninie również. Weszliśmy do domu z bagażami. Objąłem ją w pasie szepcząc do ucha:
-Witaj w domu.
Złączyliśmy nasze wargi w pocałunku. Ściągnęliśmy z siebie nasze okrycia. Ręce zaczęły błądzić po naszych ciałach. Brakowało mi tej bliskości. Poczułem jak odsuwa się ode mnie.
-Poczekaj, muszę się najpierw rozpakować-uśmiechnęła się szeroko po czym musnęła moje wargi i odeszła. Odwróciłem się by spojrzeć na jej poruszająca się sylwetkę. Przygryzłem wargę. Matko...jak mi jej brakowało.

***

31 grudnia

Narrator

Nina stała przed oknem wpatrując się w spadające płatki śniegu. Cały świat znajdował się pod białym puchem. Usłyszała kroki zbliżające się w jej kierunku. Wiedziała, że To Fabian.
-Cudowny widok prawda?-wygiął wargi w lekki uśmiech patrząc przed siebie. Odwróciła się sięgając po kubek z kawą spoczywający na blacie. Upiła łyk. Odstawiła na poprzednie miejsce.
-Yhym...-przytaknęła przytulając się do bruneta. Chłopak pogładził Martin po plecach, odsunął włosy z ramienia zaczynając składać coraz to intensywniejsze pocałunki na szyi. 
-Mam dla Ciebie niespodziankę. Chcę byś teraz udała się na górę i zajęła sobą do czasu kiedy Cię nie zawołam. Dobrze?
Odsunął się kładąc prawą rękę na jej policzku. Obdarzył ją szerokim uśmiechem.
-Kocham Cię-odsłoniła zęby po czym oboje złączyli usta w pocałunku. Udała się na górę wciąż zastanawiając się co założy.

***

Może powinnam włożyć tą koszulę do środka? Raczej bez swetra wyglądałoby lepiej. Chyba żeby wziąć czerwony.
 -Nina, skarbie, jesteś tam?-zapytał wciąż stojąc za drzwiami.
-Tak, tak-odpowiedziała pospiesznie poprawiając koszulę jakby zaraz miał tu wejść.
-Kiedy już będziesz gotowa zejdź na dół-odszedł zostawiając Ninę samą. Jeszcze przez chwilę przyglądała się swojemu odbiciu. Z gardła wydobyło się ciche jęknięcie.
-Cholera-zaklęła przypominając sobie Samanthę. Jej figurę, piękny uśmiech, perfekcyjny makijaż...To nie fair! Gdzie rodzą się tacy ładni ludzie?! Zastanawiała się jednak po chwili uświadomiła sobie, iż narzeczony czeka na nią kiedy to ona użala się nad sobą. Szybko ogarnęła swoje myśli i ruszyła na dół.

____________________________________________________
Ten rozdział to:
Jedna 
wielka 
katastrofa :)))
Tak jak ja :)))


Wild and Beauty

16 lipca 2014

Gdy opadnie mgła... - Przełomowy dzień [2] / By Nathalia Pisarka

Gdy opadnie mgła...[2]
Przełomowy dzień

~11 sierpnia* Środa* 7;22 PM~

Kolejny sierpniowy dzień. Dzisiaj była właśnie środa. Nina jak zwykle obudziła się wcześniej rano niż inni domownicy. Przynajmniej tak sądziła. Gdy się obudziła, zamiast miękkiej poduszki pod głową poczuła coś twardego. No tak! Przecież wczoraj zapomniała odłożyć swój telefon na stoliczek nocny. Pokój, w którym przebywała nie był duży. Stały w nim dwie duże komody, szafka nocna oraz materac z nie złożoną jeszcze pościelą. Ściany pomalowane były w ciepłym beżowym kolorze. Powoli wstała z łóżka i skierowała się w stronę łazienki. Czując przypływ energii od razu wskoczyła pod prysznic, a potem uczesała mokre włosy i umalowała się lekko. Kiedy przeplatała pasek od sukienki, uśmiech znikał jej z twarzy. Nie mogła, nie chciała przyjąć do swojej świadomości, że Fabian znalazł sobie kogoś innego. A właściwie to Mare. Poczuła, że wypełnia ją lodowata mgła. Przygryzła wargę i przycisnęła mocniej pasek do swojego ubrania, starając się nie myśleć o tym.  Żałowała, że nie istniał żaden podręcznik instruujący, jak przeżyć, gdy były znajdzie sobie „inną”. Cichutko weszła do kuchni i włączyła ekspres do kawy. Po chwili maszyna zagulgotała i mocny aromat rozszedł się po całym mieszkaniu. Po niecałej minucie nie tylko ona była w kuchni.
- Dzień dobry Nino! – usłyszała znajomy głos Millera.
- Dobry – dziewczyna wydusiła przez zaciśnięte gardło - Pat jeszcze śpi?
- Nie. Jest podajże w łazience – mruknął nalewając sobie kawy z ekspresso – A tak poza tym. Jak ci się spało?
- Bardzo dobrze. Chyba nigdy w życiu nie spałam na tak wygodnym materacu - roześmiała się, także nalewając sobie kawy – Nie wiecie jak jestem wam bardzo wdzięczna, że mnie przygarnęliście na jakiś czas. Potem jak załatwię wszystkie formalności z pracą, znajdę sobie jakieś małe mieszkanie do wynajęcia.  
- Nie wygłupiaj się. Możesz zostać u nas,  na tyle ile chcesz. W końcu miło, że tutaj wróciłaś – rzekł blondyn uśmiechając się promiennie
- To przynajmniej będę wam dopłacała do czynszu - oznajmiła Nina odkładając pusty kubek po kawie na kuchennym blacie.
- Dzień dobry wszystkim – odparła Pat wchodząc do kuchni, przerywając rozmowę między przyjaciółmi – Nie ma to jak kawa z rana.
- Dokładnie – odparł Miller posyłając swojej partnerce promienisty uśmiech.
Amerykanka uśmiechnęła się na widok szczęśliwej pary. Przyglądała im się tak przez krótką chwile. Potem podeszła do okna by wyjrzeć na zewnątrz. Dzisiejszy dzień dla Amerykanki zapowiadał się dość ciekawie. Najpierw musiała udać się do szpitala, w którym miała zacząć pracować. A potem...
Zegar na ścianie właśnie wybił kolejną godzinę.
- O mój Boże! Spóźnię się na spotkanie w sprawie pracy! – krzyczał mały głosik wewnątrz Niny. 
- Nino o której masz to spotkanie w sprawie pracy? – rzekła zaciekawiona Pat siadając na kanapie.
- Właśnie za godzinę.- odparła zakładając marynarkę, która leżała na stołku. – Trzymajcie za mnie kciuki!
- Tak jest pani chirurg… - zapewnił ją Miller – znaczy doktor.
Nina chwyciła w dłoń  swoją torebkę i wyszła tupiąc obcasami.. Piętnaście minut później była na miejscu. Czuła jak jej ciało drży z przerażenia. Powinni mnie przyjąć, w końcu to oni zaproponowali mi tę pracę – powtarzała sobie na okrągło w myślach,  idąc szpitalnym korytarzem.   
Serce Niny zaczęło mocniej walić, gdy usiadła na krzesełku przed gabinetem dyrektora szpitala.  W jej oczach pojawił się błysk nadziei, że jednak jej się uda.  
- Przepraszam bardzo – rzekła młoda kobieta zwracając się do Niny – Pani do dyrektora?
- Tak, zgadza się.
- Proszę bardzo. Niech pani wchodzi. Dyrektor jest u siebie – rzuciła przez ramię zaprowadzając Amerykankę.
Nina weszła do gabinetu z mocno bijącym sercem.  Jej niebieskie oczy błyszczały przerażeniem.  
- Dzień dobry – wysyczała przez zaciśnięte zęby – Nazywam się Nina Martin
- A to pani – rzekł dyrektor, przerywając dziewczynie – Proszę niech Pani siada – dokończył wskazując na fotel.
- Dziękuję.
Amerykanka kątem oka zerknęła na plakietkę, którą dyrektor miał przyczepioną do swojego fartucha. Daniel Rutter, specjalista w dziedzinie chirurgii. Nina tak szybko to przeczytała, że nie mogła zrozumieć o co chodzi. Co jeśli ten facet, przed którym stoi jest ojcem Fabiana, albo kimś innym. Nina nie wiedziała co myśleć. Tymczasowo jej umysł podpowiadał  tyle różnych teorii. Myślała, że zwariuję.
- Panno Nino. Nie pozostaje mi nic innego powiedzieć, jak witam panią  w naszym szpitalu i mam nadzieję, że będzie nam się miło współpracowało – rzekł, wyrywając Ninę z zamyślenia.
- Słucham?   
- Witam Panią w naszym szpitalu i drużynie – przytaknął mężczyzna – Ja nazywam się Daniel Rutter i proszę się zwracać do mnie po imieniu. 

~11 sierpnia* Środa* 11;44 PM~

Dochodziło południe, kiedy Nina siedziała w jednej z najbliższej kawiarni niedaleko szpitala. Powoli dopijała drugą z kolei swoją kawę mrożoną z bitą śmietaną, carmelem i posypką czekoladową.
Nie miała najmniejszej ochoty wracać do domu. Wręcz nie chciała. Gdyby wróciła, zapewne znów zamknęłaby się w swoim pokoju i nigdzie nie wychodziła.. Poza tym jej umysł, był zajęty teraz zupełnie czymś innym. Czymś co ją zdziwiło, zszokowało?   
Rutter… Trutter, może po porostu źle przeczytała nazwisko swojego dyrektora. Albo po prostu zbieżność nazwisk. Nie, nie, nie i nie. Musiałam chyba przekręcić to nazwisko – pomyślała Nina opierając się na swoim krześle ignorując to.
Przez ostatnich parę miesięcy Nina siedziała zamknięta w swoim mieszkaniu. Zupełnie sama. Teraz, kiedy wreszcie siedziała na świeżym powietrzu, zrozumiała, że to było błędem. Po śmierci swojej babci nie powinna była siedzieć całymi dniami w czterech ścianach, tylko korzystać z życia.  
Odłożyła pusty, plastikowy kubeczek po kawie na drewnianym stoliczku i zamknęła oczy. Pozwoliła by jej umysł odpoczął. Chociaż na jedną krótką chwilę. Ciepłe promienie słońca padały na jej delikatną twarz. Uwielbiała to uczucie, wręcz kochała. 
Nagle wyrwał ją głos kelnera, stojącego nad nią:
- Przepraszam bardzo. Czy będzie Pani jeszcze coś zamawiać?
Nina szybko przeniosła swój wzrok na chłopaka stojącego naprzeciwko niej. Amerykanka uśmiechnęła się do niego i odpowiedziała zachrypniętym głosem:
- Nie dziękuję. Można u pana zapłacić?
- Oczywiście – odpowiedział chłopak, po czym podał Ninie rachunek.
Nina szybko wyszukała w swojej torebce portfel i zapłaciła za swoje wcześniejsze zamówienie. Kilka chwil później ruszyła w stronę wyjścia z przytulnej kawiarni. Przed wyjściem zdążyła wyjąć z torby swój telefon. Musiała sprawdzić czy nikt do niej nie dzwonił, nie napisał.
Dziewczyna wciąż wpatrując się w ekran telefonu zaszła do jednej z alejek. Na chwilę zatrzymała się i znów ruszyła. Nie zaszła za daleko, bo raptem po kilkunastu krokach wpadła na kogoś. Z jej ust wyleciały tony przeprosin oraz tłumaczeń. Męski głos zapewniał ją, że wszystko jest porządku:
- Nic nie szkodzi. Naprawdę – jego głos był taki trudny do odczytania. 
Nina schyliła się by podnieść notatki, które zrzuciła mężczyźnie. Po chwili podniosła głowę i ujrzała znajomą twarz.
- F-Fabian? – Amerykanka  nagle mruknęła po chwili wstając – Ja Cię bardzo przepraszam, ale…
- Nic nie szkodzi –  Rutter powtórzył to po raz drugi lekko uśmiechając się – Każdemu się zdarza.
Nina nie wiedziała co robić. Kompletnie. Czy uciekać, czy wznowić rozmowę. Zdawała sobie z tego sprawę, że nie chciała aby znów się spotkali. Przynajmniej w taki sposób.
- Wygląda na to, że znów się spotykamy – powiedział Fabian lekko uśmiechając się w jej stronę.
- Tak. Twoje papiery – rzekła, oddając mu do rąk jego własność – To chyba wszystkie.
- Dzięki - rzekł odbierając.
Nagle zapadła cisza. Żadne z nich nie wiedziało, kto ma wznowić rozmowę. 
Nina spuściła głowę.  Nie wiedziała co ma zrobić w tak krępującej sytuacji. Zanim jednak zdążyła o co kolwiek zapytać, Fabian ją wyprzedził.
- Masz ochotę na spacer? – znów się uśmiechnął.
- Nie dzięki – odpowiedziała – Jestem okropnie zmęczona – dodała po chwili
- A czym, jeśli można wiedzieć?
- Miałam dzisiaj rozmowę w spawie pracy – odpowiedziała, poprawiając swoją żółtą marynarkę. – Ale na szczęście udało mi się -  odparła ruszając dalej.
Po chwili znów usłyszała bruneta, który stanowczo próbował ją zatrzymać:
- Zostajesz w Anglii na stałe? – rzekł po cichu akcentując każde pojedyncze słowo
Dziewczyna obróciła się i spojrzała w jego stronę.Wpatrywał się w nią oczekując odpowiedzi. Blondynka podeszła do niego i odparła:
- Tak – powiedziała cicho – Szczerze to nie miałam już po co przebywać w Stanach
- A co z twoją babcią?
- Zmarła – wyszeptała spuszczając wzrok na dół – Dwa miesiące temu – dodała z trudem powstrzymując łzy, które napływały jej do oczu.
- Strasznie mi przykro – szepnął po chwili kładąc swoją chudą dłoń na  lewym barku Niny.
Nina podniosła twarz i spojrzała na niego. On naprawdę nic się nie zmienił – pomyślała. Jego usta lekko się uniosły, obdarowując dziewczynę ciepłym, prawie niewidocznym uśmiechem, który tylko ona mogła dostrzec. Miała odczucie jakby do niej mówił, że „wszystko będzie w porządku”… tak jak kiedyś.
- Naprawdę nie miałabyś ochoty na ten spacer? – zaczął brunet
Nina lekko uśmiechnęła się zastanawiając. Znów nie wiedziała co mu odpowiedzieć. 
- Chyba, że – wtrącił chłopak – nie masz najmniejszej ochoty… Zrozumiem to - dokończył ze szczyptą zrozumienia w głosie, a zarazem smutkiem
- Chętnie pójdę – odparła w końcu ze sztucznym uśmiechem.
Fabian i Nina skierowali się w stronę parku, która prowadziła jedna z alejek. Słońce wciąż mocno grzało i dawało o sobie znać. W parku, do którego zmierzali,  znajdowało się mnóstwo zakochanych par. Dziewczyna na chwilę odpłynęła….
Z rozmyśleń wyrwał ją Fabian, który kierował się w stronę najbliższej, wolnej ławki.
- Coś się stało? – zapytał siadając na czarnej ławce.
- Nie nic. Tylko się zastanawiałam – odparła, siadając obok niego.
- Nad czym? – zapytał brunet, obdarowując Ninę miłym spojrzeniem
- Trochę się denerwuje nową pracą – odparła po chwili przeglądając swoje dłonie.
Nina doskonale wiedziała, że brunet na nią patrzy. Zresztą zawsze tak robił. To było normalne w jego przypadku.
- Poradzisz sobie – odparł z uśmiechem.
Na twarzy Amerykanki zagościł uśmiech. Słowa, które powiedział Fabian uspokoiły nią. Tak jakby ją w tym utwierdziły. 
Po kilku godzinach wciąż siedzieli na tej samej ławce, w tym samym parku. Śmiali się i wymieniali tyloma różnymi wspomnieniami. Amerykanka czuła się jakby nadal byli przyjaciółmi. Zresztą jej towarzysz także.
Obydwoje wyszli już z parku, idąc kolejną aleją. Nina dokładnie nie wiedziała gdzie idą. Zapewne brunet tak, gdyż lekko wyszedł na prowadzenie. Szli powoli, chcąc rozmawiać jak najdłużej. Nagle zatrzymali się, kiedy do ich uszu dobiegały znajome głosy.
- Fabian! Fabian! – rzekła krzycząca Jaffray, która kierowała się w ich stronę.
 Nina popatrzyła na nią swoimi niebieskimi oczami udając, że uśmiecha się.
- Nina? – ciemno włosa powiedziała prawie niesłyszalnym głosem.
- Umm.. Hey – rzekła Nina z krępującym uśmiechem. – Miło Cię znowu spotkać.
- Ty tutaj?- zapytała z niedowierzaniem – Sądziłam, że jesteś w Stanach – dodała po chwili.
- Każdy tak sądził – odparła blond włosa – Ale wróciłam.
Mara uśmiechnęła się podając dłoń na przywitanie swojej dawnej znajomej.
- Fabian dzwoniłam do ciebie! – rzekła, nagle Mara – Mieliśmy ustalić termin ślubu!
Termin ślubu?!– rzekł mały głosik wewnątrz Niny.
- Przepraszam Cię. – dodał brunet uspakajając swoją narzeczoną – Musiała mi paść bateria w telefonie – odparł dokańczając.
W tym momencie wszystkie myśli Niny zaczęły buzować. Oni nie mogli być ze sobą zaręczeni – pomyślała Amerykanka nie wierząc, co właśnie usłyszała.
Martin spojrzała na nich badawczym wzrokiem po chwili mówiąc na głos:
- Jesteście zaręczeni? – zapytała nie wiedząc, że w ogóle to powiedziała
Jaffray znów się uśmiechnęła odsłaniając szereg białych zębów.
- No tak. Jestem narzeczoną Fabiana.

________________________________________________

Helooooł!! :)
O to przed wami kolejny odcinek. Tym razem dłuższy od poprzedniego. Dzisiaj właśnie mijają dwa lata od kiedy założyłam tego bloga i zaczęłam moją bajeczną  przygodę z pisaniem. Okropnie szybko to zleciało. 

Mam nadzieję, że odcinek wam się spodoba. Pisałam go ponad dwa dni... Odcinek dedykuję wszystkim. Czytającym i komentującym. Kocham was wszystkich bardzo i dziękuję za te wspaniałe dwa lata ♥ !

Strasznie dziękuję wam wszystkim za te 165,000 wyświetleń. Nigdy bym nie uwierzyła, że aż tyle będzie.

A teraz króciutkie podziękowania dla paru osób. Równo od 16 lipca 2012 roku zaczęłam prowadzić  tego bloga. Początkowo od  krótkich scenariuszy po długie opowiadania. Wiadomo, że początki zawsze są najtrudniejsze. W końcu każdy z was to przeżył. 


No to tak. Na początku bardzo chciałabym podziękować Pauline, bo to ona zawsze wspierała mnie na każdym kroku ;)

Uzależnionej od ciebie (Martynie) - bez niej ten bloga, w ogóle by już nie istniał. Ty tak samo wspierałaś mnie na każdym kroku i dawałaś motywację ;)
Black angel (Klaudia) - twoje szczere słowa, zawsze mnie dołowały. Ale niedawno przekonałam się, jak one są bardzo szczere, prosto z serca ;) 

Podziękowania składam również innym bloggerkom oraz anonimom, którzy komentowali moje posty. Wszystkim bardzo serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że znów razem w kolejnym roku będziemy świętować. 

Co do kolejnego rozdziału postaram się go napisać jak najszybciej. Chociaż pod koniec tego tygodnia jadę w góry i niestety nie zabiorę ze sobą laptopa, gdyż mi klawiatura padła. Może uda mi się coś dodać przed wyjazdem, a jak nie to dopiero gdy wrócę z podróży. 
Dziękuję wam jeszcze raz za wszystko!


Bye, bye
Nathalia Pisarka







1 lipca 2014

Gdy opadnie mgła... - Nowy początek [1] / By Nathalia Pisarka

Gdy opadnie mgła... [1]
Nowy początek.

~10 sierpnia* Wtorek* 18;57 PM~

Dziwne, jak życie może się odmienić w jednej chwili, rozmyślała Amerykanka, lecąc samolotem. Dziewczyna dość często rozmyślała nad swoim życiowym błędem sprzed młodości. Była bliska pogodzenia się z tym, kiedy w dniu dwudziestych drugich urodzin zrozumiała, że musi wrócić.Ciemnowłosa blondynka o niebieskich oczach naprawdę miała na imię Nina Martin, ale odkąd sięga pamięcią, wszyscy jej przyjaciele z czasów szkolnych mówili do niej Nin’s.Skromna Nina Martin pracowała jako młoda lekarka, a dokładniej- chirurg. Była w tym naprawdę dobra i miała dnie wypełnione pracą, ale od kilku miesięcy kariera przestała być dla niej ważna.Odkąd dostała propozycje pracy w szpitalu w Liverpoolu, bez wahania postanowiła skorzystać z tej propozycji. Oczywiście w głębi duszy byłą tą samą osobą: jedyną wnuczką,jedyną córką swoich rodziców i nieco zagubioną we współczesnym świecie. Zdawała sobie z tego sprawę, ale nie bardzo wiedziała, czy i jak powinna się zmienić. Zmieniło ją samo życie. Pół roku temu jej babcia zginęła w wypadku samochodowym i Nina została zupełnie sama. No właściwie nie do końca…Po pojawieniu się informacji o zapięciu pasów Nina instynktownie zamocowała swoje.
- Za dwadzieścia minut będziemy lądować na lotnisku w Liverpoolu – poinformował pasażerów przesłodki głos stewardessy. – Uprzejmie prosimy, by złożyli państwo stoliczki, a bagaż podręczny zamknęli w schowkach znajdujących się nad państwa głowami. Im samolot był bliżej ziemi, tym bardziej przerażona Amerykanka zdawała sobie sprawę, że nie może już uciec od powrotu do Liverpoolu, z którego tyle lat wcześniej wyjechała. Lądowanie przebiegło sprawnie i bez fajerwerków. Gdy samolot krążył po płycie lotniska, pasażerowie podnieśli się, by w milczeniu zebrać swoje bagaże i przygotować się do opuszczenia pokładu.Nina nie była przekonana co do słuszności swych poczynań. Nie wiedziała, czy przyjaciele, z którymi nie widziała się cztery lata, będą chcieli ją widzieć. I tak było za późno by zmienić zdanie. Maszyna zatrzymała się, a do otwierających się drzwi ustawiła się kolejka współtowarzyszy podróży. W końcu wstała i Nina..Dotarła do budynku i po kontroli paszportowej ruszyła po walizki. Miała ich dość sporo, gdyż zdecydowała się osiąść na stałe. Wyprawę do Liverpoolu traktowała jak misję, którą chciała udowodnić, że nie boi się powrotu. Ściągnęła walizkę z taśmy. Nadeszła godzina prawdy. Na szczęście, z lotniska miała ją odebrać Patricia , z którą starała się utrzymywać kontakty zarówno, jak i z Eddiem. Po przekroczeniu bramki stanęła jak wryta. Ciągnięta przez nią jedna z torb najechała jej na piętę. Ból jaki poczuła, nie miał żadnego znaczenia. Jej wzrok wbity był w stojącego za tłumem mężczyznę. W pierwszej chwili Nina odwróciła się, ale zorientowała się, że nikt za nią nie stoi. Oczy mężczyzny skierowane były właśnie na nią. Po chwili ruszył w jej kierunku, przepychając się przez ludzi i dotarłszy do niej chwycił za rękę.
- Przepr…-mężczyzna nie dokończył nie mogąc uwierzyć kogo widzi.-Nina? Jak.. Gdzie… Co ty tu robisz? – wypalił, zdając sobie sprawę, że nie zabrzmiało to sympatycznie.
Amerykanka nie wiedziała co dopowiedzieć. Samolotowy lęk przeraził się w… przerażenie? Jej serce wyrwało się z piersi, szaleńczo pompując krew do sparaliżowanego organizmu. Skąd tu się wziął Fabian Rutter? Po tym co się stało powinna uznawać to za przypadek?
- Nie widziałeś przypadkiem Patricii ?- zapytała, szybko zmieniając temat rozmowy.
- Nie – usłyszała.
Jej głowa natychmiast skierowała się w kierunku wyjścia, słysząc znajome głosy.
- Nino! Nino! – krzyknęła zadowolona Williamson, widząc przyjaciółkę. – Fabian? A co ty tutaj robisz? – spytała zatrzymując się obok Amerykanki.
- No jakoś tak wyszło… - odpowiedział spoglądając na obie kobiety.
- A zresztą. Jak minął ci lot Nino? Jak się czujesz?- spytała zaciekawiona przyjaciółka, mierząc od stóp do głów chłopaka.
- Dobrze, dobrze. Gdzie zaparkowałaś samochód?
- Niedaleko – rzekła, przytulając ją. – Nie wiesz jak się cieszę, że wróciłaś.
Nina zrobiła niezadowoloną minę. Nie widziały się cztery lata, a Patricia przywitała ją tak, jakby była jej rodzoną siostrą. Minione lata zdecydowanie ją zmieniły. „ Na lepsze”, dodała w myślach.
- Fabian mam prośbę – zaczęła Williamson. –Mógłbyś nam pomóc z walizkami Niny, bo jak widzisz same nie damy rady?
- Jasne, pewnie.
Nim Amerykanka się skapnęła obydwoje byli już blisko wyjścia. Żeby nadążyć za swym towarzystwem, musiała przyspieszyć kroku. Cztery lat temu Rutter był jeszcze jej chłopakiem. Zawsze był wysoki, ale teraz nabrał męskości. Potężne ramiona podkreślała skórzana kurtka. Mocna linia szczęki zdradzała ślady ostrego popołudniowego zarostu. Ciemno brązowe, nieposkromione włosy miał krótsze niż kiedyś. Trudno by go nie uznać za przystojnego mężczyznę. Nina dostrzegła w nim piekielnie atrakcyjnego faceta. Nie sądziła, że kiedykolwiek tak go oceni. Lata temu byli ze sobą. Czy gdyby zdecydowała się zostać, byliby jeszcze parą?
- Więc… Co słychać Nino? – wykrztusił w końcu chłopak odczuwając ulgę , gdy skręcili w jedną z aleje parkingu. – Minęły chyba całe lata, odkąd Cię nie widziałem
- Prawda? – zgodziła się, wykrzywiając usta.
Gdy odwrócił się w jej stronę, poczuł ciężar spojrzenia, którym nigdy wcześniej jej nie obdarzył.
- Dobrze wyglądasz. Najwyraźniej powrót do Stanów ci nie zaszkodził.
Nina powstrzymywała się od wyprowadzenia go z obłędu; kraj pobytu nie miał tu nic do rzeczy, najważniejsza była wtedy babcia, która chorowała.
Cała trójka zatrzymała się przy czerwonym samochodzie. Patricia sięgnęła do kieszeni po kluczyki i schowała z Fabianem walizki. Nina nie mogła oderwać wzroku od Brytyjczyka.
- Ładny samochód – powiedziała, przesuwając wzrok z chłopaka na samochód. 
- Jedziesz z nami Fabe’s? – odparowała Patricia.
- Nie mogę. Muszę czekać na Marę. – odparł kierując się w stronę wejścia na lotnisko– Trzymajcie się. Mam nadzieję, że się spotkamy Nino – rzekł z lekkim uśmiechem – I oczywiście pogadamy.
Po jego słowach Nina poczuła się lekko dziwnie. A jeszcze bardziej zdziwiło ją to, że czeka na Marę. Wsiadając do samochodu z Pat, ciągle ją to nękało.
- Patricio – wyjąkała, przerywając ciszę 
- Wiem o co ci chodzi I od razu powiem ci, że tak. Oni są ze sobą i to od jakiś dobrych  trzech lat… Chodzą ze sobą od balu z okazji ukończenia klasy maturalnej, jak mnie pamięć nie myli.

Najnowsze wiadomości jakie usłyszała, zmieszały ją. Zdawała sobie doskonale z tego sprawę, ze jej były partner miał prawo ułożyć sobie życie z inną kobietą. Jednak to co usłyszała, zabolało ją.
- Wybacz, nie powinnam była ci to mówić.
- Skoro tak sądzisz - zaczęła głośno przełykając ślinę. - Ale wszystko jest w porządku, oczywiście ze mną - dodała lekko uśmiechając się.
Na pewno? - Patricia uniosła z zaskoczenia brwi.
- Jasne.
Tak naprawdę nie było w porządku. Nic nie było w porządku....  Nina wiedziała doskonale, że wcześniej czy później dowiedziałaby się o tym. Ale może lepiej, że usłyszała to z ust swojej przyjaciółki niż z jego? Teraz stanowczo będzie się starała, aby utrudnić ich kolejne spotkanie.

_____________________________________________
Hej wam! Yyyy no to przed wami pierwszy rozdział. Liczyłam na to, że wyjdzie jeszcze troszeczkę dłższy. No, ale mówi się trudno ;c

Wiem, że miałam dodać wcześniej ten rozdział, ale oczywiście moi rodzice musieli zaskoczyć mnie remontem, o którym nic nie wiedziałam. Prawda jest też taka, że miałam pomysł na rozdział, ale nie miałam siły, żeby się zebrać i napisać. Mam nadzieję, że zostało was jeszcze trochę, bo z tego co słyszałam dużo osób pousuwało blogi ;/
Tak szczerze to wczoraj miałam dodać ten rozdział, ale było strasznie późno a mi się nie chciało sprawdzać moich cudownych błędów, które na pewno popełniłam i musiałam to dziś uczynić.
No to teraz pozostaje mi tylko poprosić was o szczere komentarze, bo w sumie chciałabym wiedzieć ile was tu jeszcze zostało. Doskonale wiecie, że w każdą moją historię wkładam bardzo dużo pracy i miłoby było zobaczyć wasze opinię na temat mojej nowej historii. Także czytajcie, piszcie... pokażcie ile was na prawdę zostało bo to ważne ;) Jak na razie chyba tylko to mnie uszczęśliwi na początku wakacji.

Życzę miłego pierwszego wakacyjnego tygodnia  ♥
Do następnej notki.
Bye, bye...
Nathalia/Pisarka





29 czerwca 2014

Rozdział 5 sezon 2/ By Wild and Beauty


-Więc co zamierzasz robić w Stanach?-rzekł brunet siedząc naprzeciwko Niny. Ciemna blondynka wzruszyła ramionami.
-Poradzę sobie-odpowiedziała spoglądając na krótko w jego oczy po czym ponownie spuściła wzrok. Chłopak wstał i podszedł do okna. Zamknął oczy, a jego policzek zaczął robić się mokry. Kucnął chowając twarz w dłoniach. Płakał. Ukochana podeszła do niego obejmując go ręką.
-Nie chcę Cię stracić...-wtulił się w jej miodowe włosy.-Kocham Cię...-płakał coraz mocniej. Nina wiedziała, że jej odejście go zaboli. Musiała to zrobić. Nie chciała nikogo martwić swoim stanem zdrowia tym bardziej Fabiana. Tylko jej przyjaciółka wiedziała dlaczego wyjeżdża. Obiecała trzymać to w najemnicy.
-Wrócę, przysięgam. To tylko na jakiś czas. Zobaczysz. Wszystko się poukłada-ujęła jego twarz delikatnie muskając usta chłopaka.
-Przysięgam-szepnęła, a z jej oczu popłynęła łza.

***

Pół roku później

Zadowolony brunet przeglądał się w lustrze czy aby na pewno dobrze wygląda. Od czasu wyjazdu Amerykanki mnóstwo rzeczy się zmieniło. Mnóstwo. Jednak chłopak starał się o tym nie myśleć. Za chwilę miał porozmawiać ze swą byłą narzeczoną. Przeczesał ręką włosy i skierował się ku laptopowi. Usiadł wygodnie oczekując, aż będzie dostępna. Jest. Przeszło mu przez myśl gdy tylko ujrzał przy jej małym zdjęciu zieloną kropeczkę. Kliknął na słuchawkę oczekując.
-Fabian? Słyszysz mnie?
-Tak, słyszę Cię doskonale-odrzekł szeroko się uśmiechając-Świetnie móc z Tobą znów porozmawiać.
-Tęskniłam.
-Umm...co tam w ogóle słychać? Jak samopoczucie?
-W porządku, w porządku-lekko zaśmiała się.
-Więc...umm...kiedy wracasz?-chciał zadać to pytanie za każdym razem kiedy rozmawiali. Dziewczyna spuściła wzrok.
-Nie wiem.
-Och...rozumiem-próbował sztucznie się uśmiechnąć jednak mu to nie wyszło.
-Nina wiesz ,o której jutro masz wizytę?-ze strony Amerykanki odezwał się jakiś obcy, męski głos. Brunet zamarł.
-9:30-odrzekła, a tuz po tym chłopak usłyszał zamykane drzwi. Znalazła sobie kogoś. Pomyślał i poczuł, iż jego serce pękło. Znowu. Tym razem na więcej kawałków. Jak mogłaby nie mieć kogoś? Jak mogłem być taki naiwny? Już zapomniała o nas. O mnie. Jego brązowe oczy zaczęły wypełniać łzy. 
-Fabian?
Zapytała z troską. Chłopak wpatrywał się tępo przed siebie zapominając, iż nie jest sam. W pewnym sensie. Otrząsnął się.
-Przepraszam Cię, ale muszę już kończyć. Mam coś jeszcze do zrobienia. Pogadamy kiedy indziej. Cześć-pospiesznie rozłączył się zamykając komputer. Pobiegł do łazienki wiedząc, że zaraz wybuchnie płaczem. Tak jak co wieczór.

***

9 miesięcy później

Zima. Tą porę Fabian uwielbiał najbardziej. Wszystko wyglądało wtedy jak z bajki. Dziś wypadała Wigilia. Chłopak został zaproszony do swoich przyjaciół gdzie wszyscy razem się spotkają. Oprócz Niny. Ta myśl doprowadzała go do szaleństwa. Poczuł wibrację w przedniej kieszeni spodni. Wyciągnął komórkę po czym po odblokowaniu wcisnął małą kopertę. Mógł się tego domyślić.

Nowa wiadomość od: Amber Milington
Gdzie Ty się podziewasz? Już wszyscy są.

Westchnął wystukując kolejno litery.

Nowa wiadomość do: Amber Milington
Spokojnie, już dochodzę do Ciebie.

Włożył z powrotem telefon skąd go wyjął. Po chwili był już pod domem przyjaciółki. Przycisnął dzwonek czekając, aż blond piękność stanie tuż przed nim jak zawsze mając na sobie perfekcyjny makijaż oraz idealnie wyprasowane ubranie. Już idę! Krzyknął ktoś z zewnątrz budynku. Moment po tym u progu ukazała się sylwetka Amber.
-Fabian!-pisnęła uradowana rzucając mu się na szyję.-W końcu się zjawiłeś! Już myślałam, że wpadłeś pod jakiś pług albo do zaspy!
Zaśmiała się odsuwając się. Oboje weszli do środka. Blond włosa   potuptała swoimi wysokimi obcasami do salonu. Bez pośpiechu brunet ściągnął szalik oraz płaszcz po czym zawiesił je na stojaku. Potrząsnął głową by resztki płatków śniegu spadły. Wytarł buty, przeczesał jeszcze palcami włosy i ruszył do innych. Kolacja przebiegła w porządku. Niewiele się odzywał, przytakiwał kiedy trzeba było, zakładał na moment fałszywy uśmiech. I tak do momentu, aż zaczęli rozdawać prezenty.
-Teraz ja!-oznajmiła uradowana Amber.
-Mam nadzieję, iż to nie jest nic kosztownego. Alfie?-spojrzał na swojego kolegę. On uniósł ręce do góry pokazując, iż nie ma pojęcia co jego narzeczona przygotowała. Zrezygnowany Brytyjczyk powędrował wzrokiem za znikającą sylwetką Amber za ścianą. 
-Spodoba Ci się! Co ja mówię? Pokochasz ją!-krzyknęła wychodząc zza ściany. na jej twarzy gościł szeroki uśmiech. stanęła na boku. W pokoju zapanowała cisza. Nagle wszyscy usłyszeli kroki, które stawały się coraz głośniejsze.
-Wszystkiego Najlepszego Fabian.
Zza ściany wyszła Nina. Ta sama, którą nie widział przez 15 miesięcy. W tym momencie poczuła jak jego wszystkie dotychczasowe rany zagoiły się, a w sercu nastąpiła radość.
_________________________________________________
Przepraszam. Chociaż to i tak niczego nie zmieni, ale i tak przepraszam. Postaram się zrehabilitować. Jestem również skłonna, a nawet zmuszona przeprosić za moją interpunkcję oraz ortografię! Ech...szkoda gadać...Mam jeszcze jedno pytanie.

Nadal mnie tu chcecie?

Wild and Beauty
 

26 czerwca 2014

I żyli (nie do końca) długo i szczęśliwie - Wszystko w porządku [7.2]



* 20 września *** sobota *** 04:56PM *

- Daj. Pomogę Ci – zaproponował Matt chwytając walizkę Patrici.
Byli już w mieszkaniu. W jego mieszkaniu. Rudowłosa z jednej strony była tym przerażona, a z drugiej czuła się niesamowicie szczęśliwa. Bała się zamieszkać z chłopakiem, bo pamiętała, jak skończył się jej ostatni związek. Ale kochała Matta i bardzo chciała być przy nim. Sprawiał, że czuła się bezpieczna. No i wciąż rozpamiętywała to, co usłyszała w szpitalu. Starała się zdecydować, jak powinna zareagować na te słowa. Jeszcze o tym nie rozmawiali, ale ona bardzo nie chciała zranić chłopaka mówiąc coś głupiego.
- Sama dam sobie radę – odpowiedziała z uśmiechem i mocniej ścisnęła rączkę bagażu.
- Nie chcę, żebyś się przemęczała. Lekarz sam powiedział...
- Czuję się już dobrze – przerwała brunetowi już trochę bardziej zirytowanym tonem. Męczyło ją, że wszyscy obchodzą się z nią jak z jajkiem. Nie lubiła tego. Nigdy. - Więc daj mi zanieść tą cholerną walizkę do pokoju.
Nie chciała tego mówić. Nie chciała być tak wredna. Była Mattowi ogromnie wdzięczna za jego pomoc. Za troskliwość. Za to, że przy niej był. Ale była zbyt zmęczona, by zastanawiać się nad tym, co mówi. Miesiąc spędzony w szpitalu na najróżniejszych badaniach był bardziej męczący, niż rok spędzony na nauce. A przynajmniej tak jej się wydawało w tamtej chwili.
Z wdzięcznością przekonała się, że brunet bez słowa ustąpił jej drogi. Była zła na siebie, ale ruszyła dalej, ciągnąc za sobą walizkę pełną ubrań.
Przystanęła w salonie. Nie wiedziała co robić. Od teraz miała tu mieszkać. Kochała to mieszkanie całą sobą, bo było tak przesiąknięte nim. Każdy mebel, każde zdjęcie na ścianie, każda plama na dywanie krzyczała imię Oliviera.
Po chwili na biodrach poczuła ciepłe dłonie Matta. Objął ją, a swoją brodę ułożył na czubku jej głowy, jak to miał w zwyczaju. Dopiero teraz Patricia uświadomiła sobie, jak bardzo brakowało jej tego w szpitalu. Brakowało jej dotyku chłopaka. Jego zapachu.
- Tęskniłam za tobą – usłyszała swój cichy głos. Nie była pewna, czy chłopak to usłyszał, bo przez chwilę stał nieruchomo w kompletnej ciszy.
Po kilku minutach, które zdawały się być wiecznością, Matt złożył delikatny pocałunek na ramieniu dziewczyny.
- Przecież nigdzie się nie ruszyłem. To ty prawie uciekłaś.
Nie wiedziała co ma odpowiedzieć. W jego głosie było tyle bólu... Coś w jej umyśle podpowiadało jej, że chłopak ma rację. I tym razem, to ona powinna zaopiekować się nim. Pomóc mu się pozbierać. W końcu przez te wszystkie dni nie opuszczał jej nawet na chwilę. Zawsze mogła na niego liczyć. Na jego czułość. 
Odwróciła się do niego i spojrzała w jego czekoladowe oczy. Wydawały się być bez życia. Zmęczone ciągłym smutkiem. Musiała coś z tym zrobić.
Chwyciła rękę chłopaka i pociągnęła go w stronę jego sypialni. Brunet nie protestował, ale też nie wykazywał najmniejszego zainteresowania tym, co się wokół niego dzieje.
Łóżko Matta było jak zwykle niezaścielane. Jakby jeszcze przed chwilą wybiegł z niego śpiesząc się na jakiś wykład. „Mamy szczęście, że wciąż są wakacje” pomyślała Patricia i przypomniała sobie, jak razem z Mattem leżeli w łóżku hotelowym, w środku nocy, wtuleni w siebie... Jak bezpiecznie się wtedy czuła...
Usiadła na zmiętej pościeli wciąż trzymając bruneta za ręce. Chłopak jakby nagle zrozumiał gdzie się znajduje, spróbował uśmiechnąć się do Patrici, ale wyszedł z tego tylko jakiś niezrozumiały grymas.
Brunetka przyciągnęła chłopaka bliżej, zmuszając go, by trochę się schylił. Niewiele myśląc, chłopak złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Ale nie był on taki sam, jak za pierwszym razem, kiedy Patricia była świeżo po zerwaniu, a on nie był pewny, czy słusznie postępuje. Ten pocałunek nie był tak spontaniczny. Był bardziej niepewny. Jakby Matt nie był pewien, czy tego chce.
Patricia jednak tak łatwo się nie poddawała. Uwolniła ręce bruneta z uścisku i położyła je na łóżku po obu stronach swoich bioder. Tak, że chłopak musiał stać nad nią pochylony. Ujęła jego twarz w ręce i powoli składała na jego ustać coraz bardziej zapalczywe pocałunki. Dopiero po dłuższej chwili Matt zamknął oczy i odwzajemnił jeden pocałunek. A potem kolejny i kolejny. Patricia uśmiechnęła się do siebie widząc, że w końcu udało jej się uzyskać zamierzony efekt. Powoli położyła się na łóżku pozwalając, by Matt obdarowywał ją kolejnymi pocałunkami.
Po chwili Patricia lekko odepchnęła od siebie chłopaka, a ten obrócił się padając na łóżko. Brunetka ułożyła się przy nim na brzuchu i złożyła delikatny pocałunek na jego wargach. Jego skóra była taka ciepła... Przyciągał ją do siebie po prostu będąc sobą. Czy w ogóle zdawał sobie z tego sprawę?
- Matt... - wyszeptała przeczesując palcami jego włosy. Brunet spojrzał na nią nic nie rozumiejącym spojrzeniem i lekko zmarszczył brwi. - Powinieneś trochę odpocząć.
Już chciał coś powiedzieć, ale Patricia znów go pocałowała.
- Chcę, żebyś się ze mną położył. A kiedy się obudzę, żebyś wciąż tu był. 
- Zostanę z tobą – odpowiedział zaspanym głosem.
- Choć raz pozwól, żebym to ja zaopiekowała się tobą – poprosiła Patricia, ale nie potrzebowała pozwolenia. Przesunęła się na łóżku i położyła głowę na jednej z poduszek. Po chwili Matt zrobił to samo, a ona mgła wtulić się w jego klatkę piersiową. Głęboko wierzyła, że jemu to też pomaga. Że on też chce być jak najbliżej niej. Że potrzebuje jej tak, jak ona jego. Chciała, żeby tak było.

* 21 września *** niedziela *** 11:30AM *

Patricię obudził budzik stojący na szafce nocnej obok łóżka. Wyłączyła go jednym ruchem ręki i z powrotem zagrzebała się w ciepłej kołdrze. Przez okno wpadało słońce rzucając jasną plamę na większą część łóżka. Brunetka czuła, że pościel ogrzewa się coraz bardziej z każdą minutą, jednak wciąż czuła przejmujący chłód. Co było nie tak?
Podniosła się na łokciach i rozejrzała po pokoju. Na intensywnie niebieskie ściany z poprzyklejanymi gdzieniegdzie zdjęciami, na drewnianą szafę z której wysypywała się góra ubrań, na lustro wiszące na ścianie przeciwległej do łóżka. To wszystko tak bardzo przypominało Matta. Ten pokój uosabiał jego charakter. Może dlatego, tak bardzo lubiła ten pokój?
Spojrzała na puste miejsce obok siebie. Zanim zasnęli, Matt obiecał, że będzie przy Patrici, kiedy ta się obudzi. Obudziła się, a jego nie było.
Poczuła się oszukana i pusta. Zdziwiła się, jak bardzo czuje się teraz samotnie.
- Matt? - zawołała, ale w odpowiedzi nie usłyszała żadnego dźwięku.
Była sama. Znowu. Zupełnie jak wtedy, gdy była z Eddiem. Poczuła, że zaczyna brakować jej tchu. Zostawił ją, tak samo jak Eddie. Wtedy też budziła się sama w pustym mieszkaniu, podczas gdy on był już z kumplami. Wtedy była zła, ale teraz czuła tylko narastającą panikę. Nie chciała, by to się powtórzyło. Nie zniosłaby tego.
- Matt!
Czuła, jak w jej oczach wzbierają łzy. Nie chciała płakać. Tyle razy płakała przez Eddiego. Nie chciała powtarzać tego wszystkiego z Mattem.
Jednym ruchem ściągnęła z siebie, nagle bardzo ciążącą jej, pościel i ruszyła w stronę drzwi. Były zamknięte, choć doskonale pamiętała, że gdy się kładli, były otwarte na oścież. Wyszła na korytarz wpadając na wchodzącego do domu bruneta. Momentalnie schowała twarz w jego koszulce. Myślała, że mija wieczność gdy czekała, aż ją obejmie. Jednak w końcu jego ręce zamknęły się w ciasnym uścisku. 
Stali przez chwilę w milczeniu. Ciszę przerywało tylko ciche łkanie Patrici. Nie chciała płakać. Tak bardzo nie chciała już więcej płakać. A jednak łzy same płynęły.
W końcu Matt odważył się odezwać:
- Co się stało? - spytał całując czubek głowy brunetki.
- Obiecałeś – usłyszał w odpowiedzi. Głos był częściowo stłumiony przez jego koszulkę, ale nie miał najmniejszego zamiaru puścić teraz dziewczyny. Patricia jednak sama odepchnęła od siebie chłopaka i wciąż płacząc zrobiła krok do tyłu. - Obiecałeś, że będziesz przy mnie, kiedy się obudzę. Obiecałeś, że ze mną zostaniesz...
- Poszedłem po coś na śniadanie...
- Skąd mogłam to wiedzieć? Kiedy byłam z Eddiem zawsze budziłam się sama. Sama szłam do sklepu. Sama jadłam śniadanie. Sama szłam do szkoły. I zazwyczaj sama kładłam się spać. Nie chcę się znowu tak czuć.
Spojrzała znów na chłopaka. W jego brązowych oczach pojawiły się iskierki gniewu. Nim zdążyła zrozumieć, o co chodzi, Matt znów się odezwał.
- Czy możesz choć raz mnie z nim nie porównywać?! - krzyknął, a Patricię aż zatkało z zaskoczenia. Czy naprawdę to robiła? Porównywała ich? Przecież to nie miało najmniejszego sensu... - Wiem, że Cię skrzywdził. Wiem, że nie było Ci łatwo. Ja to wszystko wiem! Ale zrozum, że ja taki nie jestem. Nie potrafiłbym Ci czegoś takiego zrobić.
- Wiem, że nie jesteś taki jak on... - wyszeptała Patricia spuszczając wzrok.
Matt zbliżył się do niej tak, że dzieliła ich tylko odległość ręki.
- Za bardzo Cię potrzebuję, by Cię odtrącić...
Brunetka nawet nie zdawała sobie sprawy, że to właśnie były słowa, które chciała usłyszeć. Nie 'kocham Cię', nie 'nigdy Cię nie opuszczę'. Musiała wiedzieć, że on jej potrzebuje. Choć tak naprawdę wiedziała o tym już wcześniej. No bo po co siedziałby całymi dniami przy jej łóżku?
Nie wiedziała, co powinna mu odpowiedzieć, więc po prostu pokiwała głową. Widząc jednak, że brunet wciąż się w nią wpatruje, otarła z policzków resztki łez i uśmiechnęła się.
Dopiero teraz zauważyła torbę pełną zakupów stojącą w progu mieszkania.
-Miałeś zamiar sam przygotować to śniadanie?
Matt wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Zobaczysz, że zrobię ci najlepsze śniadanie jakie w życiu jadłaś.
Wrócił się po siatkę i ruszył z powrotem w stronę kuchni. Zatrzymał się jednak przy Patrici. Stał przez chwile w milczeniu wpatrując się w jej nadgarstki i dziewczyna zrozumiała, że sprawdza, czy wciąż ma swoją bransoletkę. Czyli jednak drażnił go ten prezent...
Nie wiedząc co powinna zrobić, brunetka zarzuciła Mattowi ręce za szyję i uśmiechnęła się widząc zdziwienie w brązowych oczach chłopaka.
-Może pomogę ci przy tym śniadaniu? Słyszałam że wspólne gotowanie może być bardzo... - nie musiała kończyć widząc uśmiech na twarzy Oliviera. Delikatnie musnęła wargami jego usta i pomaszerowała do kuchni.


_____________________________________________

Poczułam silną potrzebę napisania kolejnego rozdziału i tak oto powstało to coś...
Coś bez żadnego sensu... Na pozór nic nie wnoszące do opowiadania...

Ale! Ale!
W najbliższej przyszłości przewiduję własną śmierć i to w waszej ręki.
Dlaczego?

Tego dowiecie się... Jak znów zechce mi się coś napisać :)

A na razie... Piszcie co sądzicie o tej części? 
Ja wam powiem, że z każdym rozdziałem, coraz bardziej zakochuję się w Mattcie ^^

Do napisania!  。◕‿◕。


« Poprzedni Odcinek
Następny Odcinek »
















* ▲ вℓα¢к αиgєℓ ▲ * 26 czerwca 2014 * 13:53 * 

18 czerwca 2014

Come back for blogging and new beginning!/ By Nathalia Pisarka

Cześć wam kochani! Witam po tak długiej przewie... chyba 6- miesięcznej. Co tam u was słychać? U mnie niezbyt kolorowo. Pamiętam, że obiecywałam wam, że powrócę od razu jak tylko skończą się egzaminy gimnazjalne , ale los inaczej chciał. Oczywiście moi kochani nauczyciele od razu musieli nam rzucić stosy sprawdzianów, kartkówek, mimo że materiał już był skończony. Potem zachorował mój dziadziuś. Musiałam się z nim niestety pożegnać, bo potem zmarł :( Do tej pory nie mogę dojść do siebie.


Ale mam dla was świetną wiadomość. POWRACAM NA BLOGA! Tak szczerze, to bardzo przydał mi się ten długi urlop, bo odpoczęłam i nabrałam sił. Oczywiście nową historię mam zamiar zacząć pisać, jeśli tylko zechcecie ;) Niestety w tym tygodniu nie dam rady dodać pierwszego rozdziału, gdyż w piątek mam Bierzmowanie, a w Sobotę wesele mojego brata ciotecznego. Przewiduję, że pierwszą część dodam w następnym tygodniu, przed zakończeniem roku szkolnego ^.~


A tak poza tym. Jak wam wypadły egzaminy gimnazjalne? Bo mi świetnie. Przynajmniej dostanę się do wymarzonej szkoły ;) Dobra dosyć mojego paplania. Oczekuję na wasze komentarze, czy zechcecie nowej historii czy nie ;*

Do następnego razu kochani ;*
Nathalia Pisarka
Środa, 18 czerwca 2014 roku. 

15 czerwca 2014

I żyli (nie do końca) długo i szczęśliwie - Wszystko w porządku [7.1]



* 30 sierpnia *** sobota *** 02:24pm *

Minął tydzień. Patricia wciąż leżała nieprzytomna, a Matt siedział obok i w ciszy czekał na jej choćby najmniejszą reakcję.
Wciąż nie mógł w to uwierzyć. Obwiniał się za ten wypadek. Ale czy to na pewno był wypadek? Nie miał przecież pewności, co tak na prawdę się stało. Mimo wszystko, powinien jej przecież pilnować. Powinien na nią uważać. To on wyciągnął ją na te wakacje. Więc to była jego wina.
Teraz, nie mógł jej opuścić. Po prostu nie mógł. Nie miał siły, żeby to zrobić. Wiedział, że gdyby tylko spróbował wstać z niewygodnego fotela przy łóżku brunetki, jego nogi ugięły by się pod nim odmawiając współpracy. Ale w sumie mu to nie przeszkadzało. Chciał być przy niej. Chciał nad nią czuwać. 
Drzwi do sali otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Do środka wszedł Eddie, jak zawsze z nienaganną fryzurą, ubrany w zwykły czarny t-shirt i sprane dżinsy. Nie wyglądał źle, ale wszystko w jego zachowaniu wskazywało, że martwi się o Patricię równie mocno jak Matt.
Brunet nawet nie zerknął w stronę swojego przyjaciela. Nie miał na to najmniejszej ochoty. Nie był nawet pewien, czy wciąż może uważać Eddiego za swojego przyjaciela. Jak dotąd blondyn robił wszystko, żeby zepsuć jego związek z Williamson. A tak przecież nie zachowuje się przyjaciel. Prawda?
I nagle wróciło do niego wszystko, co wydarzyło się przez ostatnich kilka miesięcy. Zdrady Eddiego. Zerwanie. Bójka. Bransoletka. Sylwester. Eddie tyle razy próbował odzyskać Patricię. Nie zważając na swojego przyjaciela i na to, jak krzywdzi samą dziewczynę. I po co?
- Co tu znowu robisz? - odezwał się Matt zaskakując tym samego siebie. Jego głos był inny. Bardziej zachrypnięty od ciągłego siedzenia w ciszy. Bardziej zmęczony od ciągłego czuwania. Bardziej smutny, od ciągłego patrzenia na Patricię. Nie mógł tego opanować. Wiedział, że jeżeli dziewczyna się nie obudzi, to będzie koniec. Nie zniesie tego. Nie będzie wiedział, co ze sobą zrobić. 
Wpatrywał się w twarz brunetki. Taka spokojna. Wciąż blada, choć zarumieniona od słońca. Taka spokojna... Jakby spała. Jakby tylko spała. I zaraz miała się obudzić z bardzo długiego snu. Spojrzeć na niego. Uśmiechnąć się. Wyszeptać ciche „Dzień dobry” i przeciągnąć w blasku wpadającego przez okna słońca.
Ale ona nie spała. Nie miała się za chwilę obudzić. Nie miała się uśmiechnąć.
-Powinieneś iść do domu stary. Zjeść coś. Wyspać się. - odezwał się Eddie podchodząc do dawnego przyjaciela. Na jego twarzy nie było żadnych uczuć. Nic. Jakby był wyrzeźbiony z kamienia.
-Nie chcę.
Blondyn westchnął głośno i zbliżył się o kolejny krok. Przeczesał dłonią włosy i przez chwilę wpatrywał się w coś za oknem. Po chwili jednak jakby otrząsnął się z jakiegoś transu. Spojrzał na bruneta, a w jego oczach pojawiły się iskierki. Chwycił Matta za koszulkę i poderwał z fotela zmuszając go, aby stanął przed nim.
-Nie pomożesz jej, wysiadując tu całymi dniami – warknął – Wiem, że to boli, Matt. Ale Patricia jest silna. Nawet, jeżeli teraz tego nie widać, to... poradzi sobie. Nie wiem jak, ale zawsze dawała sobie ze wszystkim radę. I teraz też tak będzie.
Brunet nie wiedział, czy sprawiły to słowa przyjaciela, to, jak mówił o dziewczynie, czy sam fakt, że przyszedł do szpitala, ale nagle nagle ogarnął go ogromny gniew. 
A może to tylko jego uczucia, które przez ostatnich kilka dni wzbierały w nim, teraz postanowiły się uwolnić?
Matt wyszarpnął się z uścisku silnych rąk Eddiego, ale nie odsunął się ani o krok. Wpatrywał się w oczy byłego swojej dziewczyny i czuł, że nie wytrzyma dłużej jego towarzystwa. Tego, że blondyn jest w każdym elemencie jego życia. Że podświadomie zastanawia się, czy Patricia ich ze sobą porównuje. Czy myśli o Eddiem, kiedy jest z nim. To wszystko już go męczyło. A teraz on przychodził do niej. Próbuje wywabić go swoimi milutkimi słówkami, żeby zostać z dziewczyną sam na sam. Nie. Chłopak nie mógł, nie chciał tego dłużej znosić.
-Nic nie wiesz! Nie znasz jej. Nie znasz mnie. Nie masz prawa mówić, że zawsze ze wszystkim dawała sobie radę, bo nie było Cię, kiedy tego potrzebowała. Kiedy ty zabawiałeś się z kolejnymi głupimi dziewczynami, ona dzwoniła, przychodziła do mnie, żeby o Ciebie wypytywać. Wtedy kłamałem, żeby Cię kryć. Żeby jej nie zranić. Ale to ty ją raniłeś! - Matt miał ochotę powiedzieć swojemu przyjacielowi to wszystko, co o nim naprawdę myślał, ale nie umiał ubrać tego w słowa. Więc po prostu wykrzykiwał to, co mu przyszło do głowy w danej chwili. 
Na chwilę urwał, by zaczerpnąć trochę powietrza, ale zaraz znów podjął swój wywód już trochę spokojniejszym tonem 
– Kiedy do mnie przychodziła... Nie musiała nawet nic mówić. Wiedziałem, że spyta o Ciebie. Zastanawiałem się, dlaczego ona to robi? Ale nic nie mówiłem. A potem ona siadała u mnie na fotelu, podawałem jej herbatę malinową, taką jaką lubi najbardziej, i rozmawiałem z nią. O wszystkim. Sam nie wiem, ile godzin tak razem spędziliśmy. A potem ona wychodziła, wracała do pustego mieszkania i czekała na Ciebie. A ja doskonale wiedziałem, że nie wrócisz przed południem, bo jesteś z... Ashley, Korą, Brittany... I za każdym razem miałem coraz bardziej dosyć... Bo wiesz co? Zakochałem się w niej. I to nie dlatego, że była bezbronna, uparta czy... sam nie wiem. Nie. To się stało o wiele wcześniej. Zakochałem się w niej praktycznie w tym samym momencie, w którym ją poznałem. Kiedy nie znałem jeszcze Ciebie. Kiedy nie wiedziałem, że ma takiego idiotę za chłopaka. To było wtedy, kiedy wylała mi na głowę kubek kawy, bo przez przypadek wpadłem na nią przed salą wykładową. Kilka dni później przyjechałeś ty. Od razu podbiłeś serca połowy studentek. Ale byłeś z tą dziewczyną z kawą, która wtedy nawet mnie nie rozpoznała. Możesz myśleć sobie co zechcesz, ale nie mów mi, że jest silna i że sobie poradzi, bo to ja znam ją najlepiej i to ja wiem, ile jest w stanie znieść.
Eddie nie odezwał się nawet słowem. Nie miał pojęcia co miałby powiedzieć. O tych fragmentach z życia Matta i Patrici nie miał zielonego pojęcia. Zaskoczyło go nawet, że nie miał pojęcia, jaką herbatę lubi brunetka. Gdyby ktoś go o to zapytał, zgadywałby, że miętową. Od kiedy pamięta, dziewczyna zawsze pijała przy nim kawę. Ale też nie miał pojęcia jaką.
Po chwili blondyn spuścił wzrok nie mogąc dłużej patrzeć na swojego przyjaciela. Zawsze wydawało mu się, że wie wszystko o swojej złośliwej Gadule. I nagle okazało się że nie wie nic. Że równie dobrze mogłaby być dla niego obcą osobą. I chyba po części tak się już stało. Bo przecież nic ich nie łączyło. Poza wspólną przeszłością...
Matt wciąż wpatrywał się w Eddiego, ale nie był już zły. Nagle poczuł się niezwykle senny. Przez tych kilka tygodni, kiedy siedział przy łóżku swojej dziewczyny, ani na chwilę nie zmorzył go sen. A teraz ledwo utrzymywał uniesione powieki. 
Przez myśl przeszło mu, że być może powiedział za dużo. To było to wszystko, co trzymał w sobie. Zamknięte. Nikt nie miał się o tym dowiedzieć. A teraz ktoś wie. „Powiedz coś” błagał w myślach Eddiego, ale ten ani drgnął. Nawet nie patrzył na Matta. Wbił wzrok w coś za oknem.
I nagle brunet coś usłyszał. Nie od razu zrozumiał, co to jest. Był to dźwięk tak cichy, że ledwo dotarł do jego świadomości. Szelest. Cichy. Jakby jeden wyschnięty liść pchany wiatrem obijał się o asfalt pustej ulicy. Była to tylko chwila. Ułamek sekundy. Matt nie był do końca pewien, czy naprawdę go usłyszał. Ale chwilę potem do jego uszu dobiegł kolejny dźwięk. Już trochę głośniejszy. Bardziej jak szelest samotnego drzewa podczas silnego wiatru.
Słaby, zachrypnięty głos:
-To byłeś ty?

___________________________________________

No. To ten... Co u was?
Jak życie?

Dawno mnie tu nie było. 
Bardzo męczyłam się z tym KAWAŁKIEM rozdziału. Ale coś tam w końcu powstało.
Szerze wam powiem, że mocno sobie wszystko skomplikowałam tym wypadkiem Patrici... 
No ale cóż.
Show must go on :)

Cóż wam mogę jeszcze powiedzieć? Nie mam pojęcia, kiedy znów coś napiszę. 
Co prawda teraz będą wakacje (jeeeeeeeeeeeeeeeeej) ale to nie gwarantuje napływu weny... czy choćby wolnego czasu :P

A jeżeli lubicie czytać blogi, te nasze wypociny... To zapraszam na bloga, wspólnego, gdzie znajdziecie aktualnie 4 historie. O Peddie, o Jarze, o duchach i o... ludziach (:P) 
[ http://nurl.pl/dIn ]

Do napisania!  。◕‿◕。


« Poprzedni Odcinek
Następny Odcinek »















* ▲ вℓα¢к αиgєℓ ▲ * 15 czerwca 2014 * 19:45 * 

21 kwietnia 2014

Information! / By Nathalia Pisarka

Helloł everyone :) Na początku bardzo chciałam wam złożyć spóźnione życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych. No to przede wszystkim dużo zdrowia, szcześcia, spełnienia marzeń,  dużo miłości i czego sobie tam jeszcze  życzycie. Jak widzicie niestety  nie jestem dobra w składaniu życzeń.

Jak za pewne pamiętacie jakieś miesiąc temu obiecałam wam, że w kwietniu znów powrócę do pisania. Obietnica oczywiście jest dotrzymana, ale za dwa dni będę pisała ten żałosny egzamin gimnazjaly -.- Trzymajcie za mnie kciuki :)) Od razu po napisaniu egzaminów wezmę się za pisanie prologu. Prolog wstawie gdzieś tak pod koniec kwietnia albo na początku maja.

Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli, że zniknęłam na te cztery miesiące. Przyznam wam się szczerze, że bardzo mi była potrzebna ta przerwa. Ale powróciłam już z nową energią i pomysłami na nowe opowiadania.


Także trzymajcie się kochani do następnej notki ^.^

Nathalia/Pisarka

12 marca 2014

Rozdział 4 sezon 2/by Wild and Beauty






Narrator

-Jak to jej nie ma u Ciebie?!-krzyknął wzburzony Rutter do słuchawki. Rozmawiał z Amber. Narzeczona chłopaka nie dawała znaku życia od co najmniej 3 godzin.
-Powinna być! Ale jej nie ma! I nie wiem gdzie jest! Więc przestań do cholery na mnie krzyczeć, bo to tylko i wyłącznie twoja wina!
-Nie wskazujmy teraz winowajcy, okey? Wiem, że jestem beznadziejny. Tego już nie musisz mi tego mówić. Chce ją znaleźć tak samo jak ty, więc po prostu...Poczekaj. Ktoś dzwoni. Halo?-powiedział wyczekując odpowiedzi.
-Dobry wieczór. Z tej strony policjant James McClari. Czy rozmawiam z Fabian'em Rutter'em?-miał przyjemny i spokojny głos. Brunet zaczął się jednak martwić, a w jego głowie zaczynały tworzyć się czarne scenariusz.
-Tak to ja. Czy coś się stało?
-Niejaka Nina Martin miała wypadek samochodowy.

 ***

-Ruszaj się idioto!-wzburzona Milington biegła w pośpiechu spoglądając kolejno na numerki na drzwiach.
-Która to w ogóle sala?-zapytał zdyszany. Zanim uzyskał odpowiedź, Amber wparowała do sali. Zaraz za nią wszedł Fabian. Kiedy przekroczył próg ujrzał ją-skuloną, głowę miała wciśniętą w miękką poduszkę. Słyszał jak lekko popłakiwała. Po cichu podszedł do niej i objął ją. Ucałował jej skroń po czym usiadł na skraju łóżka szpitalnego
-To moja wina. Gdyby nie ja dziecko by żyło!-szlochała coraz bardziej. Chłopak przytulił ją jeszcze mocniej.
-Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.

***

Tydzień później...

Amerykanka znajdowała się już w domu. Właściwie, w ich domu. Od czasu wypadku dużo rzeczy się zmieniło. Kontakty między nimi zrobiły się chłodniejsze. Dużo chłodniejsze. Nina zaczynała myśleć nad wyprowadzką. Po co niby nadal miała by tu być? Zdawała sobie sprawę z tego, że Fabian nie czuje do niej tego samego co na początku. Było po południe. Chłopak siedział w salonie oglądając telewizję. Martin krzątała się po kuchni. Przygotowywała kolację. Zamiast skupić się na posiłku, myślała jak przekazać mu wiadomość, iż odchodzi. Chciała zrobić to w delikatny sposób. Wieczorem, po kolacji poprosiła go by przyszedł do salonu. Dziewczyna siedziała ze spuszczoną głową. nie mogła spojrzeć mu w oczy.
-O co chodzi?
-Odchodzę. Nie chcę żebyś był nieszczęśliwy przeze mnie. Po za tym...uświadomiła sobie, że...to uczucie już chyba wygasło. Nie dziwię się, zniszczyłam wszystko. Jak zawsze-przykucnął i podniósł jej podbródek.
-Przestań. Nie mów tak. Kocham Cię. Słyszysz? Przy Tobie jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Ko-cham Cię! I nie chcę żebyś odchodziła. Chcę Cię mieć przy sobie-lekko musnął jej usta. Usiadł obok niej odgarniając kosmyk włosów znad ramienia składając delikatne pocałunki na jej  szyi. brakowało jej tego uczucia. Jednak wiedziała, iż musi być twarda.
-Fabian, nie...-wstała i udała się do sypialni. Siedziała na skraju łóżka z twarzą schowaną w dłoniach. Po chwili wszedł zielonooki.
-Czyli, co nie chcesz ze mną żyć? Mam zapomnieć o tym wszystkim co przeżyliśmy razem? Mam tak po prostu przestać Cię kochać?
-Nic nie rozumiesz! To nie było twoje dziecko! Zdradziłam Cię!-stanęła na przeciwko niego. Spojrzała mu w oczy.
-Kłamiesz. Parę tygodni spędziliśmy razem. Kiedy się pokłóciliśmy na drugi dzień wyznałaś, ze jesteś w ciąży. Najwcześniej koło tygodnia można się o tym dowiedzieć. Nie zdradziłaś mnie. Nie mogłabyś-myślała, iż to kłamstwo zadziała. Była tego pewna! Musiała mu się jednak wytłumaczyć.
__________________________________________________________
No i nie wiem co dalej. Może ktoś ma pomysł co dalej ma się dziać? Ktoś? Ktokolwiek? Pomóżcie! Z góry oczywiście przepraszam za ponad miesięczną nieobecność. Zrozumiem jeżeli ten odcinek nie spodobał wam się. Rozumiem was. Dla mnie jest straszny ;__; Tak, więc do zobaczenia ;> Może...


Wild and Beauty

4 marca 2014

Wyjaśnienia... :c

Hej!

Uznałam iż powinnam napisać jakieś takie małe wyjaśnienia. W końcu ostatni rozdział ode mnie pojawił się na początku stycznia...

Niestety, ostatnio nie mam kompletnie żadnego pomysłu na kontynuowanie tej historii. I to jest trochę dołujące. Nie mam bladego pojęcia, jak wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Jeżeli wy macie jakieś pomysły, to piszcie śmiało, bo chyba w życiu nic nie napiszę.

Obecnie wszystkie moje myśli krążą wokół szkoły i nowej historii, nowego bloga.
Głupio mi z tego powodu, bo pamiętam, jak strasznie się cieszyłam zaczynając pisać TĄ historię.

No. Ale chyba ten post skupi się na prośbie do was, o pomysły na kolejne rozdziały.

GG: 40361032
mail: tda.forever@interia.pl
blogi: msblangel.blogspot.com
        say-me where.blogspot.com <~~~~ zapraszam serdecznie do przeczytania wszystkich zamieszczonych tam prologów!!!


26 stycznia 2014

Stracone marzenia - Szczęśliwe zakończenie [20] - the end / By Nathalia Pisarka

Odcinek [20]:
"Szczęśliwe zakończenie." - the end...

Nina błądziła po ulicach miasta od jakiś dwóch godzin. Miała w głowie tylko jedną myśl: uciekać. Odwróciła głowę, aby sprawdzić czy nikt jej nie śledzi. Jej obcasy stukały o marmurową posadzkę.  Przeszła przez most i szybkim krokiem podążyła trasą, którą już znała. Ta część miasta – z plątaniną wąskich uliczek – była cicha i niemal bezludna. Zapadał zmrok.

Jeszcze raz odwróciła głowę, żeby się upewnić, że na pewno jej nikt nie śledzi. Odnosiła wrażenie, ze od dowiedzenia się o kłamstwach Fabiana upłynęły całe lata.  Dziewczyna przeklinała własną naiwność i równocześnie dziękowała niebiosom za ucieczkę.

Gdyby choć tego nie ukrywał, spróbował powiedzieć, wyjaśnić wszystko potoczyłoby się dziś inaczej. Amerykanka nie próbowałaby mu nawet  grzebać w telefonie, a zwłaszcza czytać  wiadomości.  Teraz nie czuła nic prócz tępego bólu i goryczy poniżenia, gdy uświadomiła sobie, że związała się z oszustem.

Głowę miała wypełnioną tyloma różnymi emocjami, że nie zwracała już uwagi na otoczenie. Wreszcie zmęczenie sprawiło, że zwolniła tempo marszu.

Szła teraz wolniej, ale wzburzenie rosło w niej z sekundy na sekundę. Nabrała powietrza w płuca, aby zastudzić emocję.  Po raz kolejny jej trzy wymyślone rozwiązania były bezsensu.  Po pierwsze. Może wrócić do swojego domu, w którym na pewno czeka na nią Fabian. Albo znaleźć jakiś hotel. Albo wylecieć z Londynu pierwszym samolotem.

Wszystkie trzy opcje były niestety nie w stylu Amerykanki. Jednak ta pierwsza była jedynym rozwiązaniem, ale obawiała się powrotu do domu, ponownej rozmowy z Fabianem i spotkania oko w oko. A tego chciała przede wszystkim uniknąć.

Gdyby znalazła jakiś hotel, mogłaby jutro skontaktować się ze swoją przyjaciółką i poprosić o przeprowadzenie się do niej na kilka dni, do póki atmosfera nie ustygnie.

Jednak rozsądek podpowiadał jej, że znalezienie noclegu na jedną noc może się okazać niemożliwe. Hotele były pełne turystów i mogła liczyć tylko na szczęście…

Była jedyną osobą na ulicy, wśród wysokich murów i zamkniętych okiennic. Wokół panowała ciemność, było cicho i pusto.

Wysoko w górze paliło się parę lamp, ale były rozmieszczone rzadko i pomiędzy kręgami bladego światła leżały duże połacie mroku. Na końcu ulicy zobaczyła połyskujące światło.

Nina straciła resztki odwagi. Postanowiła szybko wrócić tam, gdzie paliło się więcej świateł. Musi gdzieś usiąść, wypić kawę i sprawdzić czy Fabian się do niej nie dobijał. A potem…. Nagle oblał ją zimny pot. No tak, wyszła przecież bez torebki! Bez pieniędzy, dokumentów i karty kredytowej.

Musi wracać do swojego mieszkania. Niestety, Jej ucieczka była daremna. Z ciężkim sercem zawróciła. Wydawało jej się, że idzie tą samą drogą, ale po kilku minutach stwierdziła, że błądzi. Kompletnie straciła orientację. Nie wiedziała, gdzie jest.

*****

Nina dostrzegła na murze tabliczkę z nazwą ulicy. Spróbowała odczytać napis. Niestety, tabliczka wisiała wysoko, a światło było zbyt słabe.  Na drugim końcu ulicy była kolejna tabliczka.

Dziewczyna stała z zadartą głową, próbując odczytać litery, gdy nagle kątem oka dostrzegła, że coś się skrada. Przeszedł ją dreszcz, włosy na karku stanęły dęba, poczuła na ciele gęsią skórkę. Usiłowała przeniknąć wzrokiem ciemności.

Wszędzie było cicho. Żadnego dźwięku.

Przypominała sobie, co jej sąsiedzi mówili o Londynie w ciągu nocy. Zacisnęła zęby, starając się powstrzymać rosnący strach. Musi się opanować. Ruszyła dalej.

Jednak teraz była zdenerwowana i przeczulona. Chociaż słyszała tylko odgłos swoich kroków na bruku, często oglądała się przez ramię. Nikogo nie dostrzegała, ale szóstym zmysłem wyczuwała, że ktoś za nią idzie.

Unikała wąskich uliczek, wybierała tylko lepiej oświetlone. Czuła, że nie czuje już swoich stóp. Miała nadzieję, że przynajmniej zachowuje dobry kierunek. Po kilku minutach, które były dla niej niczym wiek, znalazła się na szarej ulicy: wydała jej się znajoma. Czy to jest droga, która prowadzi do jej kamienicy?

Jeśli tak, jej kamienica znajduje się niedaleko stąd. Odetchnęła z ulgą. Miejsce z którego uciekała, było teraz wymarzonym schronieniem.

Tak, to jest ta ulica! A dalej po prawej stronie widać oświetloną fontannę. Poczuła się bezpieczna. Ruszyła dalej i już miała zejść na czwarty schodek, kiedy ktoś gwałtownie popchnął ją z tyłu. Wpadła do fontanny.
Krzyknęła, zanim zanurzyła się razem z głową w zimnej wodzie. Zaskakująco zimnej. Starała się wypłynąć na powierzchnię i zachować spokój, lecz ktoś w pewnej chwili przyłożył jej jakąś dziwną śmierdzącą szmatkę do ust i zemdlała.

*****


Kiedy się budziła nie wiedziała co się dzieje. Czuła jedynie ból głowy i siniaki na swoich obolałych nogach. Gdy otworzyła oczy: znieruchomiała. Znajdowała się w starym opuszczonym magazynku, przywiązana do  jakiegoś niewygodnego krzesła.  Nagle usłyszała nieznajomy głos:

- Jeśli chcesz ją jeszcze kiedykolwiek zobaczyć musisz spełnić jeden warunek. – głos na chwilę zamilkł – Musisz ją znaleźć! I oczywiście… – po tych słowach mężczyzna rozłączył się.

Ninę ogarnęła szalona panika. Zaczęła się wiercić, krzyczeć. Była przekonana, że ktoś ją porwał. Po dwóch sekundach chwyciły ją czyjeś silne dłonie.  Ponownie zaczęła krzyczeć.  Wtedy ktoś chwycił ją za szyję i znów przyłożył do ust szmatkę.

Dziwne, że Ninie było zimno. Spróbowała się poruszyć, ale nie mogła. Wydawało jej się, że to jest tylko zły sen. Dopiero potem przypomniała sobie, gdzie jest.

- Śpiąca Królewno – znowu ten nieznajomy głos. – Otwórz oczka.

Otworzyła oczy i popatrzyła ze strachem, gdy latarka zaświeciła jej prosto w oczy.

- Wiedziałem, że mnie posłuchasz. – wymamrotał, kiedy Nina ponownie zamknęła oczy od rażącego światła.

Nina szybko poczuła ukłucie w żołądku, które się rozlewało. Zerknęła na mężczyznę, który siedział teraz przed nią z pochyloną głową. Chyba usnął – pomyślała. Nagle usłyszała czyjeś kroki. Znów nie mogła usiedzieć w miejscu.

Dziewczyna widząc jego wzrok, lekko się uśmiechnęła.  Za nim z tyłu stał policjant, który przyszedł razem z nim. Parę sekund później Fabian rozwinął ręce i  nogi Niny, które były przywiązane do krzesła i pomógł jej wstać.

- Dziękuję – szepnęła.

- Ni ci nie jest? – zapytał z troską

- N-nie, n-nic – wydukała, szczękając zębami.

Fabian ściągnął z siebie marynarkę i okrył nią ramiona dziewczyny, po czym opuścili magazynek. Kilka minut później dziewczyna siedziała w samochodzie policyjnym  pijąc ciepłą herbatę. Zerknęła na Fabiana, który siedział obok niej.

Przed chwilą uratował jej życie, narażając swoje. Jego opiekuńcze ręce były dla niej oparciem.... Teraz znowu widziała w nim mężczyznę, który przyciągał ją jak magnez. Położyła głowę na jego ramieniu, tuląc się.

- Przepraszam. - powiedział 

Nina piła powoli niecierpliwie czekając na dalszy ciąg opowieści.

- Przepraszam Cię za te wszystkie kłamstwa, za kłótnie - dokończył, wyjmując pustą szklankę po herbacie z jej dłoni, po czym ucałował jej rękę.

- Teraz rozumiem twoje zachowanie... Wyraźnie próbowałeś mi to wytłumaczyć, a ja bez przerwy naskakiwałam na Ciebie.

- Ważne, że Ci nic nie jest - szepnął w jej stronę, ujmując jej twarz w dłonie. - Moja ukochana... - Fabian przytulił ją i namiętnie pocałował. 

Po chwili zapytał z uśmiechem: - Kiedy w końcu za mnie wyjdziesz?

Serce Niny przepełniała radość.

- Jak najszybciej - dodała, składając pocałunek na jego wargach.


___________________________________
Cześć wam miśki ;) Tak wiem. Nie pisałam prawie przez cały ten miesiąc. Jestem okropna. Ale oceny jakoś trzeba było poprawić.
Dobrze, że przynajmniej od 3 lutego mam ferie. FINALLY! Co do opowiadania, jak pewnie zauważyliście jest to jedno z najdłuższych. Ale powiem wam szczerze, że bardzo ciężko mi się go pisało ;c Gdyby nie ta moja strasznie długa przerwa...  Jeszcze do tego ten mój styl pisania. Grrrr. Pewnie też zauważyliście, że ostatnia część. Chyba, że chcecie drugi sezon, bo nadal nie znam waszej opinii ;c Zdradziłam wam wcześniej, że miało być "nieszczęśliwe zakończenie" , ale jakoś nie mogłam go napisać. Nie ma się tego talentu plus jeszcze zaczęłam ryczeć. Ostatni dość często zbiera mi się na płacz i nie wiem dlaczego.  Pffff... Nie będę się rozpisywała bo za dużo ostatnio gadam.

Tym razem nie będę wymuszała od was komentarzy, bo to ostatnia część. Ale miło by mi było zobaczyć wasze opinię. Liczę na was *.*


Do następnego razu miśki.
Bye bye
Nathalia/Pisarka
xoxoxoxoxoxoxoxooxoxoxoxoxooxoxoxo